Monthly Archives: Lipiec 2011

„Zapasy z życiem” Eric-Emmanuel Schmitt

 

Wydawnictwo Znak

Liczba stron: 73

Moja ocena: 3 / 6

 

 

 

„Zapasy z życiem” to nie pierwsza książka Schmitta, jaką czytałam. W zasadzie czytałam już tyle jego powieści i opowiadań, że zdążyłam sobie wyrobić bardzo pochlebne zdanie na temat tego pisarza i zawsze z przyjemnością sięgam po jego książki. I właśnie dlatego nie dowierzam, że „Zapasy z życiem” wyszła spod tego samego pióra, co (chociażby najbardziej znana książka) „Oskar i Pani Róża”.

Bohaterem tej cieniutkiej książeczki jest piętnastoletni chłopak – Jun, który zarabia na życie sprzedając rzeczy, których sam wstydziłby się kupować w Tokio. Początkowo nie wiemy nic o jego rodzicach, ale wiadomo, że ma za sobą ciężkie przeżycia, później oczywiście sprawa się wyjaśni 😉 Chłopaka po drodze w jego miejsce, gdzie handluje, zaczyna zaczepiać dziwny jegomość, który mówi do niego tylko „Widzę w tobie grubego gościa”, co jest o tyle niedorzeczne, że nasz bohater chodzi wiecznie głodny i tak też wygląda. Intrygujące, prawda?

Historia rozwija się powoli. Życie Juna odmienia się, po odkryciu, co ma na myśli i kim jest tajemniczy mężczyzna. Opowieść ma piękne przesłanie (jak to u Schmitta). Trzeba pokonać swoje słabości i ograniczenia, dopiero wtedy można w pełni żyć, być szczęśliwym i odnosić sukcesy. Trzeba stoczyć swoje zapasy z życiem, żeby tego życia zasmakować w pełni. Musimy pokonywać swój strach i walczyć o siebie. Brzmi banalnie, prawda? Ale jak często zapominamy o tych najprostszych prawdach życiowych.

Jednak skoro tak dobrze wypowiadam się o tej książeczce, to skąd ta ocena? Przez zakończenie. To najbardziej nieprawdopodobne i rozczarowujące zakończenie w książce, jakie zdarzyło mi się spotkać. Trzy strony zniszczyły dla mnie tę piękną historię. Zakończenie jest zbyt banalne i po prostu głupie. Odniosłam wrażenie, jakby zawarło się w nim kilka wcześniej niewykorzystanych pomysłów, trochę niepotrzebnych dla tej opowieści. Czasami mniej znaczy lepiej, o czym zapomniał Schmitt.

Byłam bardzo rozczarowana po lekturze książki, ale morał jaki wynika z tej banalnej historii jest wart zapamiętania – stąd dałam książce 3, a nie jak wcześniej zamierzałam 2. Oczywiście na tym moja przygoda ze Schmittem się nie zakończy, bo lubię jego styl i filozofię życiową, którą zawiera w swoich historiach. Odradzam „Zapasy z życiem” osobom, które wcześniej nie zetknęły się z twórczością Schmitta, bo można się zniechęcić. Ciekawa jestem za to, jak inni oceniają zakończenie tej książeczki.

3 komentarzy

Filed under Książki

„Wybuchające beczki” Krzysztof Gonciarz

 

 

Wydawnictwo KG Tofu Media

Liczba stron: 186

Moja ocena: 4 / 6

 

 

Zanim zacznę pisać o tej książce, muszę zamieścić wyznanie – jestem graczem (albo graczką?) i to takim szalonym, który potrafi zarwać noc nad ciekawą grą. O „Wybuchających beczkach” dowiedziałam się od mojego narzeczonego i od razu miałam ochotę je przeczytać. Później nie mogłam już tej informacji przeoczyć, bo chociaż nie śledzę dokładnie wiadomości dotyczących gier (mój Michał zdaje mi za to dokładne relacje) to zdarza mi się wejść na strony poświęcone grom i szeroko pojętej technologii.

Zacznijmy od tego, że Krzysztof Gonciarz od 11 lat pisze o grach (tak mi powiedziała obwoluta książki) i całkiem dobrze mu to idzie, biorąc pod uwagę, że jest szefem telewizji internetowej dla graczy tvgry.pl. Zdarza mi się coś tam podejrzeć i z ręką na sercu polecam, jeśli ktoś lubi gry (choć jak lubi to pewnie już zna). O czym są „Wybuchające beczki” świadczy już podtytuł – zrozumieć gry wideo. Gonciarz dzieli się z czytelnikami w bardzo przystępny sposób swoją wiedzę dotyczącą gier. Tłumaczy sporo rzeczy i mechanizmów na przykładach gier z ostatnich kilku lat, co dla mnie było strzałem w dziesiątkę, bo w większość z tych tytułów grałam. Książka nie jest o tworzeniu gier wideo, nie jest to poradnik jak zrobić dobrą grę lub grę w ogóle. To raczej próba przybliżenia zwykłemu graczowi pewnych mechanizmów, które wpływają na odbiór gry – omawia np. narrację w grach, interaktywność, poziomy trudności.

Książka jest napisana bardzo przystępnym językiem, mocno publicystycznym, ale tego wymaga sama treść. Autor używa wielu nazw z języka angielskiego, ale są one raczej zrozumiałe (np. design), jeśli wprowadza zwrot niekoniecznie znany w Polsce stara się go tłumaczyć – dowiedziałam się czym jest pacing. Chociaż w tym miejscu myślę, że dobrym pomysłem byłoby stworzenie jakiegoś mini-słowniczka tych zwrotów na końcu książki, ale nie było to wielkim problemem w odbiorze. To co bardzo mnie denerwowało to sporo literówek, ale biorąc pod uwagę, że to pierwsze wydanie mogę przymknąć na to oko. Już pisałam, że autor ilustruje wszystko na przykładach gier z ostatnich lat, tutaj dla mnie dużym plusem był „Niezbędnik gier wideo” na końcu książki. Nie były to tendencyjne opisy tych gier, bo takie można znaleźć w Internecie, ale zwrócenie uwagi na pewne aspekty wcześniej wyjaśnione dokładnie – bardzo dobry pomysł.

Muszę przyznać, że dobrze się bawiłam czytając tę książkę. Na pewno to o czym czytałam pozwoli mi teraz trochę inaczej spojrzeć na gry, a już na pewno trochę inaczej o nich mówić. Gonciarz obnażył pewne mechanizmy, które dostrzegałam, ale których nie umiałam nigdy nazwać. Mam nadzieję, że ta książka przetrze szlak dla innych publikacji o grach w Polsce. Polecam „Wybuchające beczki” graczom i osobom zainteresowanym grami wideo, bo jednak trzeba się trochę orientować w temacie, żeby zrozumieć, o czym Gonciarz pisze 🙂

2 komentarzy

Filed under Książki

„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” Stieg Larsson

  RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W KONKURSIE ZORGANIZOWANYM PRZEZ  SERWIS ZBRODNIA W BIBLIOTECE

Wydawnictwo Czarna Owca

I tom „Millenium”

Liczba stron: 634

Moja ocena: 4 / 6

Do tej pory pozostawałam osobą, która nie czytała „Millenium”, ale w końcu sama postanowiłam sprawdzić „o co chodzi”. Pamiętam szał, jaki wywołała ta książka i wszystkie rewelacyjne opinie. Ja mam chłodniejszy stosunek do tej powieści. Czytało mi się bardzo dobrze, ale daleka jestem od zachwytów.

Głównych bohaterów mamy dwoje – pierwszy to Mikael Blomkvist, dziennikarz śledczy, którego poznajemy w zasadzie na sali sądowej. Blomkvist jest oskarżony o zniesławienie wielkiego finansisty Wennerstroma w jednym ze swoich artykułów. Cała sprawa jest dosyć enigmatyczna, ponieważ Blomkvist nawet nie stara się udowodnić, że jego historia jest prawdziwa. Tym samym traci wiarygodność w dziennikarskim świecie. Chwilę po wydaniu wyroku otrzymuje dziwny telefon od adwokata, który twierdzi, że jego pracodawca Henrik Vanger ma dla niego ofertę pracy. Oferta ta będzie dotyczyła zbadania historii rodziny Vangerów i zbadania tajemniczego zniknięcia siostrzenicy Vangera – Harriet, które wydarzyło się w 1966 roku. Druga bohaterka to Lisbeth Salander – dziwna dziewczyna (mówiąc delikatnie) o bardzo zagmatwanej przeszłości i teraźniejszości, ale o niej nie będę pisać, bo odkrywanie jej tajemnic i poczynań było dla mnie największą frajdą podczas czytania.

Muszę przyznać, że polubiłam głównych bohaterów, chociaż widzę pewne nieścisłości w ich zachowaniach, ale może to tylko moje wrażenie. Powieść właściwie sama się czyta, historia jest dobrze skonstruowana, ciekawa, jak dla mnie nieco zbyt przewidywalna, ale wychowałam się na kryminałach Agathy Christie i Henninga Mankella, dlatego niewiele potrafi mnie w kryminale zaskoczyć. Mam też mieszane uczucia, co do badania sprawy sprzed tylu lat. Nigdy nie lubiłam odgrzewania zapomnianych spraw i do tej też podchodziłam z rezerwą, bo jak po tylu latach dotrzeć do nowych dowodów? Larsson wyszedł z tego problemu dość zgrabnie, ale i tak uważam, że w życiu rzadko ma się tyle szczęścia. Ogromną wadą jest dla mnie jakieś 100 pierwszych stron, które chyba miały wprowadzać w historię, a mnie tylko porządnie wynudziły, bo nic nie wniosły w późniejsze wydarzenia powieści.

Trochę się rozczarowałam. Po całym zamieszaniu wokół tej powieści spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. Nie zrozumcie mnie źle – uważam, że książka jest dobra, dobrze mi się ją czytało, ale nie rozumiem, co wzbudziło takie emocje?! Chętnie sięgnę po kolejny tom, bo jestem ciekawa dalszych losów Lisbeth i Mikaela, ale w moim prywatnym rankingu Henning Mankell  wciąż jest mistrzem szwedzkiego (czy też skandynawskiego, jak się ostatnio lubi mówić) kryminału.

3 komentarzy

Filed under Książki

„Gra o tron” George R. R. Martin

Wydawnictwo Zysk i S-ka

I tom serii Pieśń Lodu i Ognia

Ilość stron: 774

Moja ocena: 5,5 / 6

 

 

 

Długo się zabierałam do tej książki i dopiero serial HBO przekonał mnie, że trzeba się za to zabrać, bo uwielbiam ich seriale, ale staram się nie oglądać zanim nie przeczytam. Miałam bardzo duże oczekiwania, jeśli chodzi o tę powieść ze względu na bardzo wysokie oceny na biblionetce i pochwały wielu osób pod adresem książki. I muszę przyznać, że się nie rozczarowałam!

Książka należy do gatunku fantastyki, dlatego świat przedstawiony znacznie różni się od naszego. Główna akcja rozgrywa się w zjednoczonych Siedmiu Królestwach. Lata po obaleniu Smoczego Króla – Aerysa Targaryena na tronie zasiada Robert Baratheon, jednak jego władza nie jest już tak bezpieczna, ponieważ tuż za morzem żyją ostatni z rodu Targaryenów – Varys i Daenerys, którzy pragną odzyskać utracony przez ich ród tron. Oczywiście nie tylko oni mają chrapkę na władanie Siedmioma Królestwami. Dodatkowo po 10 latach lata nadchodzi zima, a wraz z nią stwory z legend – Inni.

„Gra o tron” zawiera mnóstwo intryg, spisków. Nie wiadomo, komu ufać, kto ma szczere intencje, kto może okazać się zdrajcą… Cały klimat powieści przywodzi na myśl średniowiecze – znajdzie się nawet Turniej rycerski. Fabuła jest naprawdę wciągająca, mnie czytało się bardzo dobrze ze względu na narrację, jaką lubię – opisy z punktu widzenia różnych bohaterów (chociaż cały czas narrator występuje w 3 osobie). Do głosu dochodzi właściwie cały ród Starków (oprócz czteroletniego chłopca Rickona), ale również Tyrion Lannister – można powiedzieć, że po przeciwnej stronie barykady, chociaż to jedna z moich ulubionych postaci. Na początku gubiłam się w bohaterach, miejscach, ale w miarę szybko połapałam się, kto jest kim. Natomiast prawie do końca mieszały mi się pomniejsze rody i to, kto jest czyim wasalem. Postaci w tej powieści nie brakuje 🙂

Książkę czyta się bardzo szybko i łatwo. Mnie bardziej przypominało to oglądanie filmu lub serialu niż czytanie. Wiele wydarzeń da się przewidzieć, ale wiele mnie zaskoczyło. Bohaterzy są z krwi i kości – jednych lubiłam, innych mniej, a jeszcze innych nie mogłam znieść, ale co jest wielką zaletą bohaterzy przechodzą ogromną przemianę przez doświadczenia, jakich nabierają (bardzo po ludzku zresztą). Póki co bardzo enigmatyczne zostali opisani Inni i świat za Murem, ale chyba właśnie o to chodziło i na pewno zostanie to bardziej rozwinięte w kolejnych tomach.

Ja zamierzam kupić kolejne tomy i powrócić do świata wykreowanego przez pana Martina. Zresztą powieść kończy się w takim momencie, że gdybym miała pod ręką drugi tom już bym go czytała 🙂 Teraz ze spokojnym sumieniem mogę oglądać serial, ale po pierwszym odcinku jestem pełna wątpliwości (średnio odpowiada mi obsada, a konkretnie postarzenie niektórych bohaterów).

7 komentarzy

Filed under Książki

Sala samobójców

 

 

Reżyseria – Jan Komasa

Scenariusz – Jan Komasa

Produkcja – Polska

 

 

 

Długo zabierałam się za recenzję tego filmu… Mam bardzo mieszane uczucia i ciężko mi wydać jednoznaczną ocenę.

„Sali samobójców” chyba przedstawiać nie trzeba, bo film wywołał małą burzę w polskiej kinematografii i podzielił zarówno krytyków jak i widzów. Część twierdzi, że historia opowiedziana jest nierealna i nastolatkowie tak nie wyglądają naprawdę, druga część odwrotnie – zachwycona filmem. Ja stoję gdzieś pomiędzy tymi stronami.

Dominika poznajemy na chwilę przed jego studniówką. Jest bogatym, rozpuszczonym nastolatkiem, całkiem popularnym i lubianym w szkole. Wszędzie wozi go kierowca, a rodzice poświęcają więcej czasu swoim karierom niż jemu. Podczas studniówki nastolatki dość luźno rozmawiają o seksie, swoich przygodach i w żartach najpierw dziewczyny się ze sobą całują, potem Dominik z kolegą. Oczywiście ktoś nagrywa komórką, a filmik trafia na serwis społecznościowy. Chociaż wszyscy go komentują, każdy wie, że to żart. Do czasu aż na treningu judo dosadnie dochodzi do głosu pociąg, jaki Dominik czuje do kolegi. Historia ponownie trafia na serwis, wszyscy żartują, wszyscy się śmieją… Wszyscy poza Dominikiem. On odnajduje w Internecie miejsce zwane Salą samobójców, w którym może się ukryć przed swoim upokorzeniem i reakcją kolegów i koleżanek. Jest zafascynowany dziewczyną o różowych włosach, która go tam wprowadza. Dalej historia toczy się w świecie wirtualnym i rzeczywistym.

Wszystko opowiedziane jest dosyć sprawnie, ale jest jedna scena, której zupełnie nie zrozumiałam i nie wiem, po co ona w tym filmie się znalazła. Jeśli ktoś już widział – mam na myśli scenę w wodzie tuż przed końcem. Świetnie zrobiono wirtualny świat. Naprawdę miło się to ogląda, chociaż miałam duże wątpliwości, kiedy o tym czytałam. Aktorzy zagrali bardzo dobrze. Po tym filmie jestem fanką Agaty Kuleszy, która jako matka Dominika królowała na ekranie. Jakub Gierszał poradził sobie z trudną rolą Dominika.

Trochę bawiła mnie muzyka, bo rzeczywiście niektóre kawałki średnio pasowały do scen, ale nie jest to jakaś ogromna wada. Parę rzeczy na pewno bym zmieniła w samej historii, ale są to najczęściej detale. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że nastolatki nie są tak wyzwolone seksualnie jak przedstawiono. Mam kilku znajomych, którzy spokojnie mogliby toczyć rozmowę, jaką przedstawiono.

W moich oczach cały film uratowało zakończenie. Niby wiadomo jak ta historia musi się skończyć, ale nie spodziewałam się tego, co zobaczyłam na ekranie. Końcówka bardzo mnie poruszyła i głównie za jej zasługą uważam, że film jest godny polecenia. Na pewno nie jest to obraz, do którego chciałabym wracać lub który obejrzę drugi raz, ale jest to kawał solidnego kina i całkiem dobry scenariusz. Może i mnie nie zachwycił, ale zachęcam, żeby obejrzeć, bo to polski film, którego nie musimy się wstydzić. A co najważniejsze po prostu zmusza do refleksji i dlatego warto obejrzeć!

2 komentarzy

Filed under Filmy