„Starcie królów” George R. R. Martin

Wydawnictwo Zysk i S-ka

II tom cyklu „Pieśń lodu i ognia”

Ilość stron: 920

Moja ocena: 5,5 / 6

Po tym jak bardzo spodobała mi się „Gra o tron” było kwestią czasu aż sięgnę po kolejny tom cyklu. „Stracie królów” nie rozczarowało mnie, a wręcz przeciwnie bawiłam się dużo lepiej niż przy pierwszym tomie. W dużej mierze było to spowodowane tym, że już znałam bohaterów i świat i nie musiałam się długo zastanawiać, kim jest dana postać, jak to miało miejsce podczas czytania tomu pierwszego.

Postanowiłam nie opisywać treści „Starcia królów”. Zrobiono to już w wielu miejscach, a nie chciałabym zepsuć komuś czytania zdradzając jakiś fakt jeszcze z „Gry o tron”. Powiem tylko że wydarzenia opisywane w „Starciu królów” dzieją się od razu po zakończeniu „Gry…”. Nie ma żadnej przerwy w czasie, wątek podejmowany jest natychmiast. Narracja opisywana jest z perspektywy tych samych postaci, co w pierwszej części, ale brak narracji Robba Starka, co akurat mnie zaskoczyło, bo w zasadzie o poczynaniach Robba dowiadujemy się tutaj z wiadomości i plotek. Mamy za to postać Theona Greyjoya, który dostaje swój rozdział i jest prawie tak samo irytujący jak Joffrey i Davosa Seawortha, który jest zupełnie nową postacią w cyklu.

W drugim tomie dzieje się dużo, wydaje mi się, że nawet więcej niż w „Grze…”. Na pewno nie znajdziemy tutaj dużo epickich opisów bitew, bo w zasadzie tylko jedna została opisana z dokładnością, ale za to jest mnóstwo intryg, czyli tego co w tym cyklu najbardziej lubię 🙂 Fabuła nie jest przewidywalna, byłam zaskoczona w wielu momentach, nie licząc może wątku Daenerys, który myślę, że wiem dokąd zmierza i mam nadzieję, że się mylę, bo byłoby to bardzo schematyczne. Warto też napisać, że mamy w tym tomie o wiele więcej magii i nadprzyrodzonych wydarzeń, ale trzymają się kupy i nadają tylko pikanterii całej historii. W zasadzie są tylko ukłonem w stronę czytelników.

Martin pisze tak jakbyśmy oglądali film. Nie ma w jego narracji rozległych opisów, które nużą czytelnika. Brak patosu tak charakterystycznego dla pisarzy tego gatunku. Akcja jest bardzo dynamiczna, przestojów jest niewiele (a przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie). Bardzo mi się podobało, że niektóre intrygi prowadzone przez postaci nie są opisywane wprost od samego początku, ale dostajemy wskazówki do rozwiązania zagadki i albo się domyślimy na czym koncept polega, albo za kilkadziesiąt stron wszystko się wyjaśni.

Nie będę pisać więcej 🙂 Z wielu powodów „Starcie królów” podobało mi się bardziej niż „Gra o tron”, a na pewno trzyma bardzo wysoki poziom, jaki narzucił tom pierwszy, a to się nieczęsto zdarza w cyklach. Na półce czeka na mnie kolejny tom i chyba sięgnę po niego natychmiast 🙂 Jestem ciekawa, czy seria utrzyma wysoki poziom do końca, czy znajdzie się jakiś przestój. „Pieśń lodu i ognia” polecam wszystkim miłośnikom fantastyki i tym, którzy podchodzą sceptycznie, bo to świetne powieści i ma w nich wielu fantastycznych motywów.

Moja recenzja tomu pierwszego – „Gra o tron”

Reklamy

2 Komentarze

Filed under Książki

2 responses to “„Starcie królów” George R. R. Martin

  1. To aż bolesne, że nie pamiętam tychksiążek… Czytałam je, owszem, ze 2,5 roku temu, ale wówczas bardzo się z nimi męczyłam, choć podobały mi się. Teraz, po obejrzeniu serialu, przeczytałabym je znacznie chętniej…

    Ach, no i nominowałam Cię do zabawy w „polecanki” na moim blogu 😉

  2. Pingback: „Nawałnica mieczy” G.R.R. Martin « Raj za rogiem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s