„Smutny to oręż, co nie broni się słowem” Marina Mayoral

Wydawnictwo Muza

Seria wydawnicza Salsa

Ilość stron: 131

Moja ocena: 4/6

 

 

 

 

Bardzo lubię książki z serii wydawniczej „Salsa” i tym chętniej kilka zakupiłam w niedawnej promocji, jaką odnalazłam. Z twórczością Mariny Mayoral już wcześniej się spotkałam, dlatego nie był to zakup w ciemno. Jednak ta książka zaskoczyła mnie. Początkowo byłam bardzo krytyczna, ale niespodziewanie znalazłam w tej malutkiej książeczce więcej treści niż w niektórych wielostronicowych powieściach.

Podczas wojny domowej w Hiszpanii pomiędzy obrońcami republiki a zwolennikami generała Franco poznajemy losy dwóch dziewczynek – dwunastoletniej Harmonii i sześcioletniej Rosy. Ich rodzice nie chcą, aby wychowaniem dziewczynek zajęła się rodzina, która nie dzieli ich poglądów i ideologii, dlatego oddają je do domu dziecka, a następnie wysyłają statkiem do Związku Radzieckiego. I właściwie od tej podróży rozpoczyna się historia życia Harmonii, Rosy oraz ich rodziców.

Fabuła książki jest nieco naiwna. Śledzimy losy dziewczynek, obserwujemy zmagania matki-pielęgniarki i ojca-żołnierza na froncie, ale wiele rzeczy układa się aż za dobrze, twierdzę nawet, że w prawdziwym życiu nie byłoby tak łatwo z wieloma wydarzeniami. Stąd czerpała się moja krytyka tej powieści, ale później zdałam sobie sprawę, że to w zasadzie nie jest aż tak istotne dla przesłania opowieści. Bo Marina Mayoral w sposób bardzo subtelny komentuję wojnę, pokazuje jej bezsens i konsekwencje dla jednostek, które zostają uwikłane wbrew własnej woli (dziewczynki i inne dzieci w ZSRR).

Bardzo ważne jest pokazanie rodziców Harmonii i Rosy, którzy są w stanie poświęcić naprawdę wiele w imię ideałów, w które wierzą, wreszcie – o które walczą. Jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić w imię tego, w co wierzymy? Co wybierzemy, kiedy życie postawi nas przed niewygodnym wyborem między ideałami a rodziną? Wątek matki dziewczynek był dla mnie kluczowy, choć nie on wysuwa się na pierwszy plan rozmyślań w tej książce.

Pomimo niewielkiej objętości książka naprawdę zmusza do myślenia i z tego powodu warto ją przeczytać. Historia nie jest może porywająca i pewnie szybko o niej zapomnę, ale refleksje i przemyślenia, jakie we mnie wyzwoliła pozostaną na znacznie dłużej.

Advertisements

4 komentarze

Filed under Książki

4 responses to “„Smutny to oręż, co nie broni się słowem” Marina Mayoral

  1. I to jest właśnie problem – szybko się o tej książce zapomina. Przeczytałam ją z zainteresowaniem, oceniłam wysoko, ale właściwie na tym koniec. Dziś już niewiele z niej pamiętam…

  2. Hej 🙂 Czytałam „Ciotkę…” i również przypadła mi do gustu, chociaż „Szelmostwa…” podobały mi się o wiele bardziej. Co do Mariny Mayoral to muszę przyznać, że „Smutny…” zrobił na mnie piorunujące wrażenie, chętnie bym wróciła do tej cieniutkiej książeczki. Pozdrawiam 🙂

  3. Sama nie wiem. Do końca nie jestem przekonana do tej książki, ale też nie jestem jednoznacznie na „nie”. Pożyjemy, zobaczymy;)
    Pozdrawiam!!

  4. Ja miałam podobne odczucia. Czasem myślałam, że wydarzenia zazębiają się zbyt gładko, ale później stwierdziłam, że może warto czytać tę książkę jako pewnego rodzaju baśń, w której rzeczywistość jest przetworzona. I bardzo mi się podobała 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s