„Śmierć za cukiernią” Joanne Fluke

 

Wydawnictwo Bellona

Ilość stron: 475

I tom serii o Hannie Swensen

Moja ocena: 4 / 6

 

 

Bardzo lubię kryminały, ale takie klasyczne – morderstwo, dochodzenie, rozwiązanie sprawy. O wiele bardziej wolę ten prosty schemat niż dodawanie polityki i spraw społecznych, co stało się tak popularne po „Millenium” Larssona, szczególnie wśród tzw. kryminałów skandynawskich. Z przyjemnością czytałam „Śmierć za cukiernią”, bo nawet ten prosty schemat, jaki podałam na początku, został tu przedstawiony z humorem.

Hanna Swensen to rudowłosa właścicielka cukierni w małym miasteczku Lake Eden w stanie Minnesota. Hanna mieszka ze swoim rudym kotem i jej dzień jest dość rutynowy – wcześnie rano jedzie do cukierni upiec porcję ciasteczek, później otwiera kawiarnię, w której zbierają się mieszkańcy, żeby wymienić się plotkami i zjeść pyszne wypieki. Jednak pewnego dnia za swoją cukiernią Hanna znajduje dostawcę, którego ktoś postrzelił prosto w serce. Szwagier Hanny – Bill jest policjantem w biurze szeryfa i prosi ją o pomoc w znalezieniu mordercy.

Fabuła jest dość prosta. Hanna pomaga w śledztwie, zbiera dowody, rozmawia z potencjalnymi świadkami i wszystko, co wie przekazuje Billowi. Jednak co chwilę jakiś trop się urywa, każdy podejrzany ma alibi, a kiedy w końcu prawda wychodzi na jaw – muszę przyznać, że byłam zaskoczona. Obserwujemy nie tylko śledztwo, ale również prywatne życie Hanny, które muszę przyznać jest opisane z humorem i ciekawie.

Wielką zaletą tej książki są postaci. Bardzo polubiłam główną bohaterkę, która może nie grzeszy taktem, ale jest uczciwa i do tego bardzo sprytna, chociaż zdarza jej się popełnić błąd lub nie dostrzec czegoś oczywistego. Matka Hanny stara się wyswatać ją z każdym kawalerem w Lake Eden, co sprawia, że córka unika jej jak ognia, ale patrząc na Delores – wiem po kim Hanna odziedziczyła spryt.

Smaczku (i to dosłownie!) dodają przepisy na ciasteczka rozsiane po książce. To miłe nie tylko czytać o ciastkach, którymi zajada się całe miasteczko, ale móc je zrobić samodzielnie. Wiem, że kilka z tych przepisów wypróbuję 🙂

Książka jest pełna poczucia humoru, nieraz uśmiechałam się nad dialogami. Klimat małej mieściny, w której każdy zna każdego sprawił, że poczułam się bardzo swojsko, bo sama mieszkam w podobnym mieście, choć większym niż Lake Eden. Dodatkowo po zakończeniu powieści dostajemy w prezencie „Zagadkę świątecznych słodkości” – ponad 100 stron z kolejną zagadką, którą udało się rozwiązać Hannie.

Z tego co czytałam „Śmierć za cukiernią” to debiut Joanne Fluke i w niektórych miejscach widać, że autorka musi trochę podciągnąć warsztat, ale to akurat nic, co przeszkadza w czytaniu. Książka jest również pierwszym tomem cyklu o Hannie Swensen i jak informuje pierwsza strona niebawem ukaże się kolejny tom przygód Hanny, na który ja czekam już z niecierpliwością.

Polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Bellona!

Advertisements

1 komentarz

Filed under Książki

One response to “„Śmierć za cukiernią” Joanne Fluke

  1. iszkicownik

    Pyszny tytuł. Lubię kryminały, a z tym z pewnością się zapoznam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s