Monthly Archives: Październik 2012

„Century. Ognisty pierścień” Pierdomenico Baccalario

 

Wydawnictwo Olesiejuk, 2012

Ilość stron: 339

 

 

 

 

Po bardzo dobrym spotkaniu z pierwszym tomem „Ulyssesa Moore’a” z przyjemnością zgodziłam się na lekturę innej serii dla młodzieży autora „Century”. Dzięki tej książce tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że Baccalario pisze fantastyczne książki dla młodszych czytelników i można po nie sięgać w ciemno!

„Ognisty pierścień” opowiada o przygodzie czwórki nastolatków: Elektry, Mistral, Harvey’a i Shenga podczas ostatnich dni grudnia w Rzymie. Elektra jest córką właściciela hotelu, w którym zatrzymała się pozostała trójka wraz z rodzicami. Dzieci zmuszone do spania w jednym pokoju szybko odkrywają, że łączy je niezwykła data urodzin: 29 lutego, a to dopiero początek dziwnych wydarzeń i zagadek, które będą musieli rozwiązać. Spotkany w środku nocy na moście mężczyzna powierza Elektrze teczkę, w której przyjaciele odnajdą dziwne przedmioty, których przeznaczenie będą musieli odkryć sami.

W pierwszym tomie Bacclario nie odkrywa wszystkich tajemnic tej niezwykłej przygody. Po skończonej lekturze wciąż zostaje wiele niewiadomych, ale w przeciwieństwie do „Wrót czasu”, które urwały się niemal w połowie historii, „Ognisty pierścień” jest opowieścią zakończoną, ponieważ kolejny tom rozgrywa się w innym mieście. Nie jest to jednak wada książki, ponieważ tylko wzmaga zainteresowanie czytelnika i chęć sięgnięcia po drugi tom.

„Century” podobało mi się o wiele bardziej niż pierwsza część „Ulyssesa…”. Powodem jest pewnie fakt, że ta seria adresowana jest do nastolatków, co widać w języku, jakim posługuje się narrator. Sama historia również jest dojrzalsza, więcej tu niebezpieczeństw czyhających na bohaterów, atmosfera jest o wiele mroczniejsza. Powieść czyta się prawie sama, bardzo dużo się dzieje, przed bohaterami wiele sekretów do rozwiązania, chociaż nie wszystkie odpowiedzi dostaniemy w tej części. Bardzo polubiłam bohaterów, którzy mają swoje wady, zalety i sporo się od siebie różnią, ponieważ każde z nich pochodzi z innego kraju. Najbardziej przypadła mi do gustu Elektra, która w tej historii wysuwa się na pierwszy plan.

Jestem bardzo ciekawa, jak dalej potoczą się losy Elektry, Mistral, Harvey’a i Shenga i z pewnością sięgnę po drugi tom tej tajemniczej serii! Naprawdę polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Olesiejuk!

1 komentarz

Filed under Książki

„Bractwo Bang Bang” Greg Marinovich & Joao Silva

Wydawnictwo Sine Qua Non, 2012

Ilość stron: 282

Nasza znajomość historii najnowszej wyniesiona ze szkoły jest bardzo skąpa, co często powtarzam. Mam świadomość, jak wielkie są moje braki w tym zakresie, dlatego zawsze bez wahania decyduję się na lekturę książek, które o owej historii opowiadają. „Bractwo…” właśnie taką książką jest, bo wiele mówi o schyłkowym, bardzo krwawym okresie rządów apartheidu w Republice Południowej Afryki. Mało tego autorem jest nie historyk, ale naoczny świadek (właściwie świadkowie) tych wydarzeń, ponieważ Marinovich i Silva to fotoreporterzy, korespondenci wojenni, którzy swoimi zdjęciami pokazywali ludziom poza granicami RPA, jakie okrucieństwa się tam dzieją.

Na pierwszym planie tej książki są właśnie oni – fotoreporterzy. Narratorem jest Marinovich, który opowiada o sobie, swojej pracy, swoich przyjaciołach, którzy należeli do bractwa Bang Bang – Joao Silva, Ken Oosterbroek, Kevin Carter. Wszyscy oni zawsze znajdowali się na linii ognia, zawsze tam, gdzie działo się najgorsze. Chcieli pokazać ludziom, co dzieje się w RPA, nie zważając na własne zdrowie, życie. Nie wierzyli, że można rzetelnie pokazywać wojnę, nie widząc naocznie wszystkich wydarzeń. Świadectwo Marinovicha i Silvy jest do bólu autentyczne, wstrząsające i momentami drastyczna.

Siłą tej książki jest jednak jej szczerość. Marinovich dużo miejsca poświęca dylematom moralnym, jakie zawsze towarzyszyły mu podczas robienia zdjęć, gdy na przykład był świadkiem morderstwa i jedyne, co robił to zdjęcia. Sam na kartkach książki zastanawia się, czy dużo by dało, gdyby odłożył aparat i spróbował pomóc. W sytuacji, którą przywołałam, jego reakcja nic by nie dała, bo napastników było kilkudziesięciu i na pewno sam straciłby życie, jeśliby spróbował pomóc. Już i tak ryzykował robiąc zdjęcia. Ale jak żyć ze świadomością, że na Twoich oczach bestialsko kogoś zamordowano i nic nie zrobiłeś? Marinovich mówi, że często przychodzi mu do głowy to pytanie. Oczywiście fotoreporterzy nie tylko robią zdjęcia, kiedy są w stanie pomagają. Autor opowiada, że sam nie jest w stanie zliczyć, ile razy zawoził swoim samochodem rannych do szpitala, prawdopodobnie tracąc okazję na zrobienie świetnych zdjęć. Widać, że ten temat siedzi w autorze, ponieważ na wielu różnych przykładach (również kolegów) zdaje się zadawać pytanie, kiedy z obserwatora stać się uczestnikiem wydarzeń? Ogromną zaletą jest to, że Marinovich daje nam mnóstwo sytuacji ilustrujących to pytanie, ale nie narzuca nam odpowiedzi.

Odłożyłam książkę wczoraj i cały czas siedzą we mnie słowa, które przeczytałam. Nie mieści mi się w głowie okrucieństwo, którego świadkiem był Marinovich, Silva, Carter i Oosterbroek. Oni sami zapłacili dużą cenę za zawód, który wybrali, bo dwóch z nich straciło życie. Nigdy nie zastanawiałam się nad znaczeniem zdjęć, ilustrujących wojnę, teraz wiem, że te zdjęcia są bardzo potrzebne, aby ludziom żyjącym po drugiej stronie globu uświadomić wagę pewnych zdarzeń.

„Bractwo Bang Bang” to bardzo ważna książka, po którą warto sięgnąć. Zmusza do refleksji, a jej autentyczność sprawia, że ta książka wyróżnia się spośród innych pozycji mówiących nam o wojnach. Warto też powiedzieć, że zdjęcia, o których autor wspomina są dołączone do książki, co jest ogromnie ważne w kilku przypadkach, gdy jedno zdjęcie jest pretekstem do dosyć długiej historii.

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN!

Dodaj komentarz

Filed under Książki

„Poszukiwacze szczęścia” Tishani Doshi

 

Wydawnictwo Świat Książki, 2012

Ilość stron: 317

 

 

 

Lubię, kiedy akcja powieści rozgrywa się gdzieś daleko. To świetna okazja, żeby poznać kulturę innego kraju i dowiedzieć się o nim czegoś więcej. O Indiach czytałam już wielokrotnie u Chitry Divakaruni, ale ona częściej koncentruje się na problemie emigracji i tęsknoty za krajem. Tishani Doshi zaś przeniosła mnie do egzotycznego Madrasu i pokazała bardzo prawdziwe Indie – bez przemilczeń na temat biedy i ubóstwa ludzi.

Akcja powieści rozpoczyna się w 1968 roku, kiedy Babo Patel wyjeżdża z rodzinnego Madrasu na studia do Londynu. Marzy o wielkim sukcesie i jest ciekaw nowego miejsca, w jakim się znalazł. Na miejscu nic nie okazuje się podobne do jego wyobrażeń, ale Babo potrafi się dostosować. Wszystko się zmienia, gdy Babo poznaję w stołówce piękną Sian Jones, która również opuściła swoją rodzinną wioskę, ale w Walii. Ich miłość zostaje poddana próbie, kiedy rodzina Babo się o nim dowiaduje i stawia parze ultimatum – 2 lata po ślubie muszę spędzić w Madrasie.

„Poszukiwacze szczęścia” to bardzo adekwatny tytuł, ponieważ Sian i Babo niestrudzenie poszukują swojego miejsca na ziemi, w którym w końcu poczują się jak w domu i będą szczęśliwi. Nie tylko oni są w powieści poszukiwaczami, bo autorka daje nam wgląd w życie całej rodziny Patelów, trochę mniej tutaj rodziny Sian, ale to nie ma wielkiego znaczenia. Zaczynając tę książkę myślałam, że będzie mówiła tylko o romansie pary głównych bohaterów, jednak okazało się, że jest to saga rodzinna, bo akcja zaczyna się w 1968, a kończy w 2001.

Powieść mnie urzekła! Ta historia ma w sobie pewien czar, który sprawiał, że ciężko było się oderwać od tekstu, a gdy w skończyłam, byłam zawiedziona, że to już koniec. Podobało mi się, że autorka nie zapominała o upływającym czasie i pokazywała zmiany, zachodzące w bohaterach. Dzięki temu mój stosunek do niektórych postaci zmienił się i można było lepiej zrozumieć ich motywację. I chyba właśnie ci bohaterowie są największym plusem tej książki – mają swoje charaktery, nie we wszystkich wzbudzą podobne uczucia.

Tłem dla historii rodzinnej są Indie, na które możemy patrzeć oczami różnych bohaterów. Najbardziej interesowało mnie, jak te Indie postrzega Sian, bo to była cudzoziemką wrzuconą w nieznane sobie miejsce i kulturę. To ona dotkliwie przeżywała biedę, jaką zobaczyła na ulicach Bombaju. Jednak z czasem zaczęła rozumieć otaczających ją ludzi, poznała kulturę, a czytelnik razem z nią. Chwilami czułam się, jakbym sama mieszkała w domu o pomarańczowo-czarnych bramach.

Naprawdę polecam! Powieść jest pełna wdzięku i humoru, choć często przesycona smutkiem i tęsknotą. Jednak najpiękniejsza jest tutaj miłość i szczęście, za którymi gonią bohaterowie i je odnajdują 🙂

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

Dodaj komentarz

Filed under Książki

I po praktykach!

Pisałam, że zaczynam praktyki w szkole podstawowej, wypada napisać, że je zakończyłam 🙂 Żywa! I już możecie mnie żałować, bo naprawdę to lubię i jestem całkiem dobrym nauczycielem, co mam potwierdzone na piśmie przez moją opiekunkę 😉 A wiadomo, jak wygląda sytuacja z miejscami pracy w szkole.

Nie obyło się bez problemów, bo 6 klasy rzeczywiście chciały mnie zjeść, ale za to klasa 5 i 4 rekompensowały mi to w pełni. Dzieciaki są genialne, chociaż z uczeniem się u nich dość kiepsko, z myśleniem też bywa różnie. Dowiedziałam się, że Czesław Miłosz był jurorem w X-Factor, a łaską jest, kiedy się przyjmuje przeprosiny od koleżanki. Dużo podobnych kwiatków padało mi na lekcjach i czasem z trudem hamowałam śmiech, a czasem się śmiałam ;P Z chłopcami pogadałam o piłce nożnej i grach komputerowych i dowiedziałam się, że jestem fantastyczna. Na szczęście uniknęłam jakichś bardzo nieprzyjemnych sytuacji i moją pierwszą przygodę ze szkołą podstawową uznaję za bardzo udaną 🙂

A teraz czas na powrót do normalności – pierwsze zajęcia na uczelni za mną i próbuję ogarnąć zamieszanie związane z planem zajęć, logowaniem się, zapisywaniem i zobaczymy, co jeszcze wymyślą…

Tęsknie za tymi potworkami!

3 komentarzy

Filed under Prywatnie

„Historia eunuchów” Olivier de Marliave

Wydawnictwo Bellona, 2012

Ilość stron: 237

 

 

 

 

To druga książka z serii opracowań historii obyczajów, z jaką się zetknęłam. Pierwszą była „Historia burdeli”, o której pisałam na blogu. Ze wzmiankami o eunuchach już się wcześniej zetknęłam wiele razy – przy okazji czytania o Cesarstwie Chin albo na zajęciach, kiedy mówiliśmy o włoskich kastratach. Jednak po lekturze tej książki mogę stwierdzić, że moja wiedza na ten temat była bardzo uboga.

Autor bardzo szeroko i ciekawie opisuje o kastracji i eunuchach na przestrzeni całego świata i od czasów najstarszych. Podróż zaczyna od Chin, gdzie eunuchowie służyli na dworze Cesarza i jako jedyny mężczyźni mogli pozostać po zmroku na terenie Zakazanego Miasta. Na początku autor pokazuje sylwetkę ostatniego chińskiego eunucha, żeby pokazać nam, jak to wszystko się zaczęło, a przynajmniej jakie są przypuszczenia. Dalej pokazuje miejsce eunuchów w hinduizmie, gdzie uznawani są za trzecią płeć. Ich rola na dworze osmańskim sprowadzała się głównie do służby w haremie, ale nie tylko, ponieważ z czasem dorobili się bardzo wysokiej pozycji, a niektórzy pełnili najwyższą władzę w Imperium. Nie zabrakło oczywiście włoskich kastratów cenionych za niezwykłe głosy. Historia kończy się w Rosji na opisach kastracji dokonywanej przez sektę skopców.

Autor koncentruje się na pokazaniu sylwetek największych i najciekawszych eunuchów. Mnóstwo w tej książce ciekawostek i anegdot, które czytałam z ogromną ciekawością. Nudziło mnie jedynie pokazywanie, jak zmniejszała lub zwiększała się ilość eunuchów na danym terenie w ciągu upływu lat. Na szczęście takich szczegółowych danych jest niewiele, ponieważ autor zdawał sobie sprawę, że nie tego oczekuje czytelnik. Najbardziej podobały mi się opisy eunuchów w Stambule i Imperium Osmańskim, ponieważ niewiele wiedziałam na ich temat, a i moja wiedza o haremach ograniczała się do wyobrażeń ludzi Zachodu (jak się okazało).

Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem. Autor ma gawędziarski styl, który ułatwia odbiór tekstu i sprawia, że momentami ciężko się od tej książki oderwać. Niestety książki nie jest tak pięknie wydana, jak „Historia burdeli”, ale mam wrażenie, że jest tu znacznie więcej tekstu, a treść nie ustępuję poprzedniej „Historii…”, a to najważniejsze!

Naprawdę polecam „Historię eunuchów”, ponieważ to część historii, o której niewiele się mówi, a jest naprawdę intrygująca! Szczególnie w takim wydaniu 🙂

Za książkę dziękuję wydawnictwu Bellona!

1 komentarz

Filed under Książki