Monthly Archives: Listopad 2012

„Dłoń” Michał Dąbrowski

dłoń

 

Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2011

Ilość stron: 202

 

 

Nie wiem, co napisać w tej recenzji. Patrzę na okładkę tej książki i nie przychodzi mi na myśl nic, co mogłabym napisać, żeby zachęcić albo zniechęcić przed sięgnięciem po nią. Nie oznacza to, że książka jest słaba. Chyba po prostu nie przemówiła do mnie za bardzo.

Powieść opowiada historię chłopaka, który urodził się bez prawej dłoni. Opisuje on swoje życie od momentu urodzenia i reakcje ludzi na jego niepełnosprawność. Jednak to co wysuwa się na pierwszy plan to samoakceptacja, nad którą bohater długo pracował. Ciekawym zabiegiem jest umieszczenie monologów prawej dłoni, która czasem zdradza o bohaterze więcej niż on sam. Należy podkreślić, że książka jest powieścią, chociaż jest inspirowana biografią autora.

Przeczytałam „Dłoń” bardzo szybko. Książka jest świetnie napisana, bardzo lekkim językiem, chociaż temat przedstawiony w powieści nie należy do najprostszych. To ogromna zaleta tej powieści, że tak trudny temat jest przedstawiony bez górnolotnych słów, czy jakiegoś patosu i jednocześnie pozwala czerpać przyjemność z czytania.

Co do treści książki to nie poruszyła mnie, nie wzbudziła żadnych gwałtownych emocji. Może raz poczułam się oburzona reakcją ludzi, ale to wszystko. Przeszłam obok tej książki obojętnie i dlatego ciężko napisać mi cokolwiek na jej temat. Brakuje mi tutaj zakończenia, jakiejś konkluzji. Mnie na pewno „Dłoń” nie skłoniła do wielkich refleksji.

Nie polecam lektury, ale też nie odradzam. Moim zdaniem powieść jest średnia, ale na pewno znajdzie się odbiorca, który uzna ją za o wiele bardziej wartościową niż ja.

Książkę przeczytałam w ramach akcji „Włóczykijka”

spopa

1 komentarz

Filed under Książki

„Strażnik Gułagu” Iwan Czistiakow

 

Wydawnictwo Bellona, 2012

Ilość stron: 299

 

 

 

Niewiele jest książek na temat życia w Gułagu. Lekturą w szkole średniej jest „Inny świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, niezwykłą książką na ten temat są „Opowiadania kołymskie” Szałamowa. Są to jednak świadectwa ludzi, którzy byli więźniami. Iwan Czistiakow oferują zupełnie inną, zaskakującą perspektywę – strażnika.

Czistiakow był dowódcą plutonu straży obozowej Gułagu odpowiedzialnego za budowę BAM-u (wielokilometrowa kolej). Zapiski obejmują rok od października 1935 do października 1936. Wydawać by się mogło, że strażnik w łagrze powinien być brutalnym, złym człowiekiem. Czistiakow w ogóle taki nie jest. To wykształcony, wrażliwy człowiek, który wielokrotnie daje wyraz rozpaczy i złości za postawienie go w takiej sytuacji. Opisuje warunki w jakich żyją więźniowie i sam jest wstrząśnięty tym, co obserwuje, rola jaką pełni wywołuje w nim wstręt. Nie zgłosił się z własnej woli, żeby dowodzić plutonem i pokazuje swoją złość i bezsilność na system, który traktuje go jak narzędzie. Głównym pragnieniem Czistiakowa jest wydostanie się z koszmaru,  w jakim się znalazł.

Autor dziennika jest bardzo samotny. Nie należy do partii, nie wolno mu spoufalać się z niższymi rangą ani wyższymi, swoją gorycz przelewa na karty dziennika. Brakuje mu zwykłej, inteligentnej rozmowy z drugim człowiekiem, na co nie może liczyć na BAM-ie, gdzie każde nieroztropne słowo może sprawić, że sam stanie się więźniem. Przerażające jest, jak mało mieli do powiedzenia ludzie w tamtych czasach, to system był najważniejszy i każdy miał mu się podporządkować, za cenę wyrzeczenia się siebie.

„Strażnik Gułagu” nie jest łatwą lekturą, nie da się przeczytać tego świadectwa szybko. Musiałam wiele razy zrobić przerwę, przemyśleć, co właśnie przeczytałam. Do książki dołączone są również listy zeka Afansjewa pisane w tym samym czasie, co dziennik Czistiakowa, które są świetnym dopełnieniem historii strażnika. Listy pisane z drugiej strony mają zaskakująco podobny ton i nastrój, co dziennik.

Polecam książkę osobom, które są zainteresowane tematem Gułagów, ponieważ świadectwo strażnika jest bardzo zaskakujące i wyjątkowe.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Bellona!

3 komentarzy

Filed under Książki

„Cyrk nocy” Erin Morgenstern

 

Wydawnictwo Świat Książki, 2012

Ilość stron: 428

 

 

 

Jeszcze przed premierą tej książki Internet zalała fala bardzo pozytywnych recenzji, ale krótko po premierze zaczęły się pojawiać głosy, że książka jest całkiem przeciętna. W takich sytuacjach pozostaje jedno – sprawdzić samemu 🙂 Tak też zrobiłam i była to jedna z lepszych decyzji, jakie ostatnio podjęłam.

Pod koniec XIX wieku w różnych miejscach świata pojawia się niesamowite miejsce, które przyciąga rzesze ludzi – „Le Cirque des Reves”. W namiotach w czarno-białe pasy można obejrzeć najbardziej niesamowite rzeczy. W tej scenerii rozgrywa się również pojedynek pomiędzy dwójką magików, którzy od dzieciństwa byli do niego szkoleni, ale niewiele wiedzą o jego zasadach.

„Cyrk nocy” stał się jedną z moich ulubionych książek. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio jakaś książka przemówiła do mnie aż tak. Porwała mnie historia, którą wykreowała Erin Morgenstern. Z zapartym tchem obserwowałam pojedynek i co chwilę zadawałam sobie pytanie, o co w nim chodzi. Oczarował mnie niesamowity klimat powieści. Uwiodła pokazana tak bezpretensjonalnie magia i niezwykłość. Ta książka to przepiękna baśń, budująca napięcie od pierwszej strony, mroczna, ale równocześnie pełna uroku i ciepła.

Podobał mi się klimat książki – mroczny, tajemniczy, uwodzicielski, eteryczny. Równie mocno podobała mi się ilość niedopowiedzeń i niedomówień na kartach, bo w „Cyrku nocy” wielu rzeczy musimy się sami domyślić, informacje poukrywane są pomiędzy wierszami. Autorka nie podaje nam tutaj jasnych odpowiedzi na tacy. Trzeba być uważnym czytelnikiem, ale równocześnie wiele miejsca jest zostawione dla naszej wyobraźni.

Bardzo rzadko mi się to ostatnio zdarza, ale myślę, że sięgnę „Cyrk nocy” ponownie. Jestem przekonana, że kolejny raz odbiorę tę historię inaczej, być może znajdę jakieś niuanse, które na początku mi umknęły. Polecam książkę każdemu bez wyjątku. Warto zagłębić się w ten świat pełen sekretów.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

4 komentarzy

Filed under Książki

„Profesor” Charlotte Bronte

 

Wydawnictwo MG, 2012

Ilość stron: 312

 

 

 

 

Zachwycałam się już na blogu książkami Anne Bronte – przyszedł czas na jej siostrę Charlotte, znaną z napisania powieści „Dziwne losy Jane Eyre”. Dzięki wydawnictwu MG teraz możemy sięgnąć po „Profesora”, którego pierwsze wydanie właśnie się ukazało.

Głównym bohaterem i narratorem jest młody mężczyzna William Crimsworth, który poszukuje swojego miejsca w życiu. William odrzuca propozycje na przyszłość swoich arystokratycznych wujów i postanawia poszukać szczęścia u starszego brata, z którym nie utrzymywał kontaktów, jako kupiec. Podświadomie wie, że nie o tym marzy, ale na przekór wujom chce osiągnąć coś sam. Choć William jest rzetelny i pracowity szybko zostaje zmuszony porzucić karierę kupca i udaje się do Belgii, gdzie (jak sam tytuł mówi) zostaje profesorem angielskiego w szkole z internatem.

Ponownie zostałam oczarowana przez pełną konwenansów scenerię, jaką rozrysowała przede mną Charlotte Bronte, jednak dla odmiany główną sceną wydarzeń nie była Anglia a Belgia. Charlotte rozrysowuje nam z niezwykłą przenikliwością ludzkie postaci, jakie spotyka na swojej drodze William i jest dla nich pełna krytyki. Szczególnie spodobała mi się postać mademoiselle Reuter, która jest bardzo ciekawą osobą. Wiele miejsca zajmuje Williamowi rozgryzienie, kim jest naprawdę panna Reuter i w końcu mu się to udaje. Nie polubiłam tej bohaterki (chyba zresztą jest to niemożliwe), ale jest jedną z najciekawszych postaci, jakie pokazuje tutaj Bronte.

Nie mogło również zabraknąć relacji damsko-męskich, które są dość mocno krytykowane przez autorkę. Pokazuje je niejednokrotnie, jako zwykłą kalkulację i walkę o dominację, co nie było niczym niezwykłym w czasach wiktoriańskich. Jednaj ja uporczywie powtarzałam sobie pytanie, zadane z tyłu okładki: „czy tak wiele do dziś się zmieniło?”. Na pewno zmieniły się konwenanse, które obowiązują w spotkaniach kobiet i mężczyzn, ale czy naprawdę ograniczyło to sztuczność i stwarzanie pozorów, że jest kimś innym. Czy tak mało w związkach walki o dominację? Nie będę rozwijać tego tematu, zamiast tego polecam sięgnięcie po „Profesora” Charlotte Bronte i przemyślenie tych pytań.

„Profesor” kojarzył mi się z „Agnes Grey” Anne Bronte, ponieważ obie autorki stworzyły swoim bohaterom trudne warunki materialne i obie skazały ich na zawód związany z edukacją. Jednak „Profesor” podobał mi się bardziej niż „Agnes Grey”, choć ciężko mi sprecyzować na czym opieram to wrażenie.

Pozostaję wierną fanką twórczości sióstr Bronte i polecam lekturę „Profesora”.

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG!

5 komentarzy

Filed under Książki