Monthly Archives: Sierpień 2013

„Ja, my, oni” Teresa Torańska w rozmowie z Małgorzatą Purzyńską

ja my oni

 

Wydawnictwo Agora, 2013

Ilość stron: 150

 

 

 

Mam tę książkę już od dłuższego czasu na półce i wciąż nie mogłam się za nią zabrać, bo inne książki wydawały się ciekawsze. Co za błąd… Nazwisko Torańskiej nie było mi obce, ponieważ miałam okazję czytać kilka jej rozmów, ale nigdy nie zaprzątałam sobie nią głowy, bo czytając wywiad to na drugiej osobie ma się skupić uwaga czytelnika. W tej krótkiej książce to Teresa Torańska udziela wywiadu i jest szalenie fascynującą osobą.

Torańska dużo mówi o swojej szkole wywiadu czy też rozmowy jak sama mówi. Opowiada o początkach swojej kariery dziennikarskiej, która zaczęła się bardzo przypadkowo. Najwięcej miejsca poświęca jednak wspominaniu pracy, jaką wykonała, aby światło dzienne ujrzały wywiady opublikowane w książce „Oni” z komunistycznymi działaczami PRL-u. Na koniec wraca wspomnieniami do swojego dzieciństwa i młodości.

Teresa Torańska to fenomenalna osoba, od której dziennikarze powinni się uczyć. W cały wywiad wplatała zgrabnie anegdoty, które dodawały kolorytu temu, co mówiła. Sama Purzyńska nie spisała się tutaj najlepiej, bo stworzyła dobry wywiad, a nie „rozmowę”. Szkoda, bo kilka wątków aż prosiło się o dodatkowe pytania, rozbudowę. Rozumiem jednak, że pewnie sporo zostało też wycięte, bo sama Torańska mówi, że wywiad nie może być zbyt długi, aby nie znużyć czytelnika i sama często musiała wycinać spore fragmenty swoich rozmów.

Dobrze czyta się ten wywiad, kiedy zna się choć kilka rozmów Torańskiej, ma się wtedy kontekst. Dużo miejsca zajmuje wspominanie o pracy nad „Onymi”, których nie miałam okazji czytać i wiem, że muszę to zmienić. Niesamowite, że Torańska tyle czasu poświęcała, aby pokazywać swoich rozmówców takich, jakimi byli. Zawsze chciała wydobyć z ludzi ich prawdziwe oblicze, potrafiła sprawić, że w zwykłej rozmowie odkrywali się przed nią. Czy sama Torańska odkryła się w rozmowie z Małgorzatą Purzyńską? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi i zachęcam do sięgnięcia po książkę!

Polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Agora!

1 komentarz

Filed under Książki

„Światłorodni” Alison Sinclair

swiatlorodni

Wydawnictwo Bellona, 2013

Ilość stron: 413

 

 

 

Pierwszy tom trylogii podobał mi się na tyle, że bez wahania sięgnęłam po drugą część. Muszę przyznać, że moje odczucia co do całej serii niewiele się zmieniły po tej lekturze. Wciąż uważam, że to dobre książki, ale bardzo nierówne i mimo świetnej intrygi w oczy kłuje kilka niedociągnięć.

Fabuła kontynuuje wątki z tomu pierwszego, które tradycyjnie pominę milczeniem. W drugim tomie poznamy wydarzenia i świat nie tylko z perspektywy Ciemnorodnych, ale w końcu doczekamy się narracji postaci Światłorodnych, która mnie nie rozczarowała. Społeczeństwo Światłorodnych jest zupełnie inaczej ukształtowane. Pełno tam dworskich intryg, zabójstw (jedno będzie szalenie ważne dla wydarzeń tego tomu). Inaczej postrzegają oni magię, a Świątynia, wokół której skupili się magowie, jest bardzo potężna i niebezpieczna. Szczególnie ucieszyła mnie narracja Florii White Hand, która pojawiła się już w poprzednim tomie. W „Światłorodnych” powracają bohaterowie z pierwszej części, ale nie wszyscy, bo wielkimi nieobecnymi są Balthasar i Ishmael, o których dowiemy się co nieco z plotek, ale właściwie nie ma tych informacji za dużo.

Podobnie jak tom pierwszy „Światłorodni” to książka bardzo nierówna. Czytanie kiepsko mi szło na początku, ale im bliżej końca tym akcja przyspiesza coraz bardziej. Mocnymi minusami są za to wątki, które pojawiły się w tomie pierwszym jako ważne wydarzenia dla rozwoju fabuły, a tu nikt o nich nie wspomina. Dobrym przykładem są bliźnięta Tercelle, które w tomie pierwszym stanowią podstawę intrygi i akcji, a tutaj ktoś o nich wspomina na końcowych stronach, jakby autorka chciała dać znać, że nie zapomniała o tym wątku. Z jednej strony rozumiem to, bo okazało się, że dzieci to tylko wierzchołek góry lodowej, ale z jakiegoś powodu były istotne dla wroga w pierwszej części. Podobało mi się za to jak sprytnie autorka przeniosła akcję z poziomu prywatnego postaci, który mamy w pierwszym tomie, na bardzo globalną skalę, jaką pokazała w części drugiej.

„Światłorodni” to książka ze słabymi stronami, ale wciąż pozostaje bardzo solidną pozycją fantasy z ciekawym pomysłem na świat. Przy okazji recenzowania pierwszego tomu chwaliłam solidną intrygę i pod tym względem nic się nie zmieniło. Sinclair stworzyła logiczną i spójną fabułę, która pomimo niedociągnięć nie pozwala na odłożenie książki na bok. Na pewno sięgnę po ostatni tom trylogii!

Polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Bellona!

Dodaj komentarz

Filed under Książki

„Joyland” Stephen King

joyland

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2013

Ilość stron: 335

 

 

 

 

Stephen King to niekwestionowany król horrorów, o którym chyba każdy słyszał. Od jakiegoś czasu King pokazuje jednak swoje inne pisarskie oblicze, w którym skupia się na wątkach obyczajowych, sięga po historię Stanów Zjednoczonych, amerykańską popkulturę. Jedną z takich powieści jest właśnie najnowszy „Joyland”.

Devin Jones jest studentem, który postanawia na okres wakacji zatrudnić się w lunaparku – w tytułowym Joylandzie. Na początku podoba mu się wizja, że być może to tutaj, w Heaven’s Bay, spędzi swój pierwszy raz ze swoją dziewczyną, jednak Wendy korzystając z odległości zrywa z Devinem, który po raz pierwszy ma złamane serce. W zapomnieniu o Wendy pomoże mu praca, która nieoczekiwanie sprawi mu dużo radości i pozwoli dowiedzieć się kilku rzeczy o sobie samym. Intryguje go niewyjaśniona sprawa morderstwa sprzed lat, popełnionego w lunaparku na młodej dziewczynie, której duch podobno ukazuje się pracownikom. Na jego drodze stanie umierający chłopiec, który odmieni jego patrzenie na świat. Praca w Joylandzie oraz ludzie, których Dev pozna, na zawsze zmienią jego życie, pozwolą mu dorosnąć i przeżyć mnóstwo pierwszych razów.

Wiele się spodziewałam po „Joylandzie” i nie jestem rozczarowana. Myślę, że duży wpływ miał na to fakt, że chociaż zaczytywałam się w horrorach Kinga, to nie przeczytałam ich dużo. Stąd nie było mi się trudno przestawić na inny gatunek, który proponuje pisarz. Paradoksalnie wydaje mi się, że gdyby ta książka wyszła pod innym nazwiskiem byłaby o wiele lepiej przyjęta, bo czytałam sporo recenzji, gdzie osoby piszące były rozczarowane książką.

„Joyland” czyta się bardzo szybko. Książka jest ciekawa i ciężko wyróżnić jeden główny wątek. Klamrą dla powieści jest postać Devina i sam Joyland. King z niesamowitą precyzją odwzorował klimat lat siedemdziesiątych i nieco duszną atmosferę lunaparku z jego sekretami i chyleniem się ku upadkowi za sprawą konkurencyjnego Disneylandu, który według jednej z postaci nie ma duszy. Narratorem powieści jest sam Dev, co idealnie się sprawdziło, ten gawędziarski styl świetnie Kingowi wychodzi. Narracja trzyma w napięciu w odpowiednich momentach.

King w idealnych proporcjach wymieszał elementy powieści obyczajowej, kryminału i horroru i stworzył książkę, którą czyta się z przyjemnością, a przy tym fabuła jest na tyle dojrzała, że nie da się przeczytać „Joylandu” bez refleksji. To naprawdę piękna powieść o dojrzewaniu, miłości, umieraniu, obok której nie da się przejść obojętnie.

Polecam!

1 komentarz

Filed under Książki