Monthly Archives: Luty 2014

„Wilk z Wall Street” Jordan Belfort

wilk z wall street

Wydawnictwo Świat Książki, 2014

Ilość stron: 512

 

 

Przeczytałam tę książkę jakiś czas temu, ale nie potrafiłam napisać czegokolwiek na jej temat. Męczyła mnie myśl, że tak naprawdę niewiele z tej książki wynika, nie potrafiłam dojść, jakie jest jej przesłanie. I kiedy nie mogłam zasnąć, uderzyła mnie myśl, że właśnie to jest wielką zaletą tej opowieści. Autor (choć stara się tłumaczyć) pozostawia nam wolny wybór przy ocenie jego postępowania, nie ma tutaj morału.

Jordan Belfort nazwany został Wilkiem z Wall Street, ponieważ jego błyskawiczna droga na szczyt w świecie finansjery oraz niesamowita inteligencja i przebiegłość zaskarbiła mu reputację człowieka, z którym trzeba się liczyć. W swojej opowieści z niezwykłym humorem i dystansem opisuje swoje życie zawodowe i prywatne, którego starczyłoby na kilka osób. Chyba nie było transakcji, jakiej Belfort nie umiałby przeprowadzić na Wall Street. Świat stał u jego stóp, a on czerpał z niego pełnymi garściami – nie odmawiał sobie narkotyków, seksu ani ekstrawagancji. Bez zahamować Belfort opisuje również, w jaki sposób oszukiwał i naciągał przepisy do swoich interesów.

„Wilk z Wall Street” to książka intrygująca, którą czyta się z wypiekami na twarzy. Inteligencja i humor autora sprawia, że bardzo łatwo da się go polubić, mimo wszystkich rzeczy, do których przyznaje się w kolejnych rozdziałach. Belfort stosuje również ciekawą narrację, ponieważ (jak pisał we Wstępie) stara się odwzorować swój sposób myślenia, jaki nim kierował. Chyba właśnie stąd wszystkie oskarżenia pod jego adresem, że zachęca do takiego trybu życia, bo na początku ma on gotową wymówkę na każdą rzecz, którą robi. Jednak dzięki temu zabiegowi stworzył lekturę, przy której śmiałam się na głos i kręciłam głową z niedowierzaniem, bo Belfort ma niesłychane poczucie humoru i chyba spory dystans do tego, co zrobił. Dopiero klimat zakończenia się wyraźnie zmienia ze względu na postępujące uzależnienie od narkotyków, jednak trzeba podkreślić, że Belfort przyznaje się do chyba każdego szkieletu w swojej szafie.

Książka nie ma wyraźnie zarysowanego motywu przewodniego, ale czyje życie ma, a właśnie swoje życie przedstawia autor. Pisałam, że lektura pozostawiła mnie zaniepokojoną, bo nie potrafiłam wyłowić stamtąd żadnego głębszego sensu, morału. Niepokojące było też dla mnie to, że Belfort do ostatniej kropki postawionej w książce wciąż pozostaje sobą, nie ma tutaj żadnej oszałamiającej przemiany ani wielkiego poczucia winy, to wciąż ten sam bezczelny i inteligentny facet, który wodzi za nos czytelnika przez całą książkę. I po zastanowieniu się, cieszę się, że nie ma tu żadnych górnolotnych obietnic ani wielkich słów o żalu i postanowieniu zmiany, bo dzięki temu ta książka jest prawdziwsza, a każdy po lekturze sam może wyrobić sobie zdanie o Wilku z Wall Street. To też trochę smutne, że literatura i film aż tak przyzwyczaiły mnie do zostawiania gotowego morału, że potrzebowałam chwili, aby nazwać, czego konkretnie mi tu zabrakło.

Przede mną jeszcze seans „Wilka z Wall Street” i porównanie wrażeń. Książkę bardzo polecam!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

4 komentarzy

Filed under Książki

„Niewidzialny strażnik” Dolores Redondo

redondo

Wydawnictwo Czarna Owca, 2013

Ilość stron: 416

 

 

 

Zawsze w okolicach zimy przeżywam jakiś kryzys czytelniczy i kryzys prowadzenia bloga. Trochę pociesza mnie myśl, że to nie tylko mój problem, a z drugiej strony dołuje mnie myśl, na co marnuje mój czas (ostatnio oglądanie anime i granie w GTA5). Solidnie sobie postanowiłam, że koniec z milczeniem na blogu, choćbym nawet miała pisać o tych anime, które nałogowo oglądam (a niektóre rzeczywiście są warte uwagi). Na przełamanie kryzysu czytelniczego zwykle pomagał mi dobry kryminał. O ile trochę zadziałało w przypadku „Wołania kukułki”, to „Niewidzialny strażnik” nie był dla mnie zbyt dobrym wyborem pomimo naprawdę zachęcającego opisu.

Amaia Salazar jest detektyw śledczą w baskijskiej policji. Kiedy nad rzeką zostają znalezione zwłoki młodej dziewczyny to Amaia przejmuje śledztwo. Szybko odkrywa, że odnaleziona dziewczyna nie jest pierwszą ofiarą mordercy, którego tropi. Zbrodnie związane są z jej rodzinnym miastem, gdzie Salazar wraca, aby łatwiej pracować. Jednak miasto przypomina jej o koszmarach dzieciństwa, o których nie chciała myśleć. Nie pomaga jej również fakt, że miejscowa ludność zaczyna przypisywać morderstwa mitycznemu stworowi z baskijskich legend.

Kryminał, który łączy się z baskijskim folklorem, elementami fantastyki i klimatem rodem z „Miasteczka Twin Peaks” brzmiał dla mnie niezwykle obiecująco. Jednak „Niewidzialny strażnik” nie zachwycił mnie, a w zasadzie trochę znudził. Książka zaczyna się naprawdę dobrze – tajemnica przeszłości głównej bohaterki nie dawała mi spokoju, opis prowadzenia śledztwa był zadowalający, postać ciotki Amaii, która wróży z kart Tarota i zna wszystkie legendy była świetna. Ale sprawa szybko stanęła w miejscu, Amaię bardziej zajmowały problemy osobiste i rodzinne, badała wątki, które nie miały żadnego sensu (niedźwiedzie?!). Sama główna bohaterka zaczęła nieźle działać mi na nerwy, bo zachowywała się jak rozkapryszona primadonna, która chce kontrolować każdy aspekt życia pracujących z nią policjantów.

Największą wadą powieści jest dla mnie narracja. Autorka nie potrafiła skupić się na tym, co istotne, a resztę pomijać. Nie ma tu miejsca na domysły czytelnika, a opisy są do bólu szczegółowe. Kiedy bohaterka wchodzi do pokoju możecie być pewni, że opisane zostanie wszystko łącznie z widokiem za oknem. Ta szczegółowość opisu zaczęła mnie bardzo męczyć. Kiedy Redondo nawiązuje mimochodem do „Hannibala Lectera” i sprawy, która zainspirowała autora do napisania książki, wspomni również o ekranizacji i roli filomwej Anthony’ego Hopkinsa… Mnóstwo takich niepotrzebnych wtrąceń jest rozsianych po książce.

Skończyłam „Niewidzialnego strażnika” tylko dlatego, że byłam ciekawa, kto jest mordercą i jak autorka nawiąże do drugiego tomu, bo to dopiero początek przygód detektyw Salazar. Przyznaję się jednak, że pod koniec pomijałam spore fragmenty, bo najzwyczajniej w świecie mnie nudziły. Bardzo rozczarował mnie wątek fantastyczny, bo był najzwyczajniej w świecie niepotrzebny. Samo rozwiązanie zagadki było zbyt płytkie i po tak dokładnym śledztwie wręcz śmieszy! Jedynym akcentem, który w pełni mi się podobał jest przeszłość Amaii i jej relacje rodzinne, choć postać jej siostry Flory jest mocno przerysowana.

Książka Redondo mnie rozczarowała, bo pomimo obietnicy świetnych i świeżych wątków dostałam powieść, która jest bardzo nierówna o męczącej narracji, a to co miało być świeże i oryginalne okazało się męczące. Mimo wszystko książka zainteresowała mnie na tyle, żebym ją dokończyła, ale po kolejny tom raczej nie sięgnę…

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca!

Dodaj komentarz

Filed under Książki