„Jej wszystkie życia” Kate Atkinson

jej wszystkie życia

 

Wydawnictwo Czarna Owca, 2014

Ilość stron: 561

 

 

Zaintrygował mnie opis „Jej wszystkich żyć”, bo nigdy wcześniej nie czytałam podobnej książki. Dodajcie do tego masę pozytywnych recenzji, jakie się pojawiały i już wiadomo, że to książka, która wzbudza zainteresowanie. I muszę przyznać, że nie jest to powieść, obok której przeszłam obojętnie.

Ursula przychodzi na świat pewnej zimowej nocy 1910 roku, jednak umiera zaledwie kilka chwil po przyjściu na świat. Ani lekarz, ani akuszerka nie zdążyli przyjechać i dziewczynka nie przeżywa porodu. Tego samego dnia 1910 roku Ursula przychodzi na świat, cudem unika śmierci dzięki obecności lekarza, który zdążył na czas mimo szalejącej śnieżycy. Dziewczynka żyje jednak tylko 4 lata, ze świata zabiera ją nieszczęśliwy wypadek i nieuwaga. I znów wracamy do 1910 roku i śnieżycy za oknem… Śledzimy życie Ursuli Todd, która za każdym razem, gdy umiera, odradza się tego samego dnia i przeżywa swoje życie raz jeszcze. Czy mając niezliczoną liczbę szans będzie w stanie przeżyć swoje życie idealnie? Czy będzie chciała poprawić burzliwą historię świata, którą przyjdzie jej obserwować?

Ciężko było mi „wejść” w tę opowieść. Początek książki był dla mnie męczarnią i zastanawiałam się, czy nie rzucić jej w kąt. Irytował mnie styl autorki, która przekazywała każdy mało istotny drobiazg. Jednak postanowiłam dać książce szansę i nie żałuję. Po ciężkim początku nie mogłam się oderwać od lektury. Byłam ciekawa, co spotka Ursulę, co będzie się starała zmienić przy kolejnym podejściu. W końcu byłam ogromnie ciekawa jak książka się zakończy, jakie będzie miała przesłanie. Nagle nawet styl autorki przestał mnie drażnić, a zaczęłam doceniać jej poczucie humoru i sugestywność z jaką odmalowała postaci.

Moja pierwsza myśl po zakończeniu książki – „Bezsensu”. Jednak im dłużej myślałam o tej powieści, tym szybciej zaczęłam zmieniać zdanie. Bo niby dlaczego „bezsensu”? Bo nie ma łatwych odpowiedzi? Prostego morału? W tym właśnie siła tej książki – trzeba ją przemyśleć. Nie ma tutaj taniego moralizatorstwa, i imponującego, hollywoodzkiego finału. Dzięki temu ta opowieść staje się bardziej wiarygodna, a przy tym stawia pytania, ale to czytelnikom pozostawia wysiłek odpowiedzi na nie. Tak naprawdę każdy z czytających może wyciągnąć swoje przesłanie z tej książki. I to podoba mi się w niej najbardziej.

Jeśli ktokolwiek zastanawiał się kiedyś, co by było, gdyby można przeżyć swoje życie raz jeszcze, poprawić błędy, dokonać innych wyborów – zdecydowanie powinien sięgnąć po „Jej wszystkie życia”. Polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Czarna Owca!

Reklamy

1 komentarz

Filed under Książki

„Kobiety Łazarza” Marina Stepnova

kobiety łazarza

Wydawnictwo Czarna Owca, 2014

Ilość stron: 396

 

 

 

Dawno nie czytałam żadnej książki rosyjskiego pisarza. Zresztą ze współczesną rosyjską literaturą miałam styczność tylko przy okazji „Świadka” Ilji Mitrofanowa, poza tym czytałam oczywiście tylko klasykę (Dostojewski, Tołstoj). Dlatego z ciekawością spoglądałam na „Kobiety Łazarza”, których tłem jest rosyjska historia XX wieku – bardzo burzliwa jak wiadomo. A przy tym uwielbiam czytać o losach kobiet.

„Kobiety Łazarza” przedstawiają losy trzech kobiet – Marusi, Galiny i Lidy związanych z Łazarzem Lindtem, genialnym rosyjskim naukowcem, twórcą pierwszej rosyjskiej bomby atomowej. Marusia to wielka, pierwsza miłość Łazarza, która nie jest odwzajemniona tak jak on by sobie tego życzył. Galina jest jego żoną, którą uwielbia i nie dostrzega, jak bardzo ją krzywdzi i jakie obrzydzenie w niej wzbudza. Lida to jego wnuczka, która osierocona trafia pod dach Galiny i jedyne, czego pragnie to trochę domowego ciepła, którego w tym domu nie ma.

Książka rozpoczyna się od przedstawienia małej Lidoczki i okoliczności w jakich trafia do domu swojej owdowiałej babci Galiny. Dopiero później możemy poznać historię chronologicznie od momentu, w którym młody Łazarz Lindt poznaje Marusię Czałdanową i zakochuje się od pierwszego wejrzenia, choć wie, jak beznadziejne jest jego uczucie. Ta część książki była niezwykle ciepła, beztroska i zabawna, pomimo zmieniającego się na gorsze klimatu w sowieckiej Rosji. Kiedy Galina wkroczyła na scenę opowieści byłam w szoku i nie mogłam zrozumieć w jaki sposób przemieniła się w zgorzkniałą babcię Lidoczki. Zrozumienie przyszło z kolejnymi rozdziałami, które niezwykle mnie poruszyły. I ten smutny nastrój pozostał ze mną do samego końca, bo przejścia Lidy również nie były łatwą lekturą.

Stepnova niezwykle sugestywnie opisała te trzy kobiety, które musiały wiele przejść w życiu, a ciężkie przeżycia ukształtowały je w zupełnie różny sposób. Jednak najbardziej zagadkową postacią książki pozostaje Łazarz Lindt, którego nie da się całkiem potępić, ale nie da się też całkiem go zrozumieć. Losy Marusi, Galiny i Lidy są opisane niezwykle szczegółowo, znamy ich całą biografię. O Łazarzu dowiadujemy się najmniej, wymyka się on łatwym definicjom i w zasadzie nie wiemy, co go ukształtowało w tego specyficznego człowieka.

„Kobiety Łazarza” to naprawdę niesamowita powieść, która poruszyła moją najczulszą strunę. Piękna, wzruszająca i świetne napisana z elementami realizmu magicznego, który występuje idealnej proporcji, żeby podkreślić klimat, ale nie sprawia, że opowieść staje się nierealna.

Polecam!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Czarna Owca!

1 komentarz

Filed under Książki

„Charlotte Bronte i jej siostry śpiące” Eryk Ostrowski

charlotte

Wydawnictwo MG, 2013

Ilość stron: 620

 

 

 

Jestem wielką fanką twórczości sióstr Bronte, co podkreślam przy każdej możliwej okazji. Jednak nigdy nie czytałam żadnej książki ani o ich życiu, ani twórczości, choć co nieco oczywiście słyszałam. Z przyjemnością zgłębiłam monografię Ostrowskiego poświęconą głównie Charlotte i wątpliwościom, co do autorstwa książek pozostałych sióstr.

Eryk Ostrowski w niezwykle przenikliwy sposób pokazuje życie Charlotte Bronte, ilustrując opowieść fragmentami listów, powieści, wspomnieniami ludzi. Z kart książki patrzy na nas kobieta zagadka, która zazdrośnie strzegła swojej prywatności i umiejętnie kreowała nie tylko swoją postać, ale również życiorysy swoich sióstr. Wszystko co wiemy o Anne i Emily, wiemy od niej. Zagadką pozostaje pytanie, czy naprawdę wszystkie siostry pisały, czy tylko jedna. Autor stara się odpowiedzieć na to pytanie i robi to niezwykle przekonująco.

Pierwsze 200 stron książki czytałam niemal jak kryminał. Ostrowski niezwykle precyzyjnie pokazuje wszystkie wątpliwości, co do autorstwa książek sióstr Bronte i nie waha się odpowiedzieć, kto jest prawdziwym autorem. Choć jego hipotezy są śmiałe, nie sposób je podważyć. Autor wykonał naprawdę świetną pracę, ponieważ sięga nie tylko do tego, co zostawiły po sobie siostry. Pokazuje również stan badań i nowe koncepcje badaczy, którzy wciąż starają się rozwiązać nie tylko zagadkę autorstwa książek, ale próbują dowiedzieć się czegoś nowego o samych siostrach, ponieważ o Emily wiemy prawie nic, o Anne niewiele, o Charlotte wiemy najwięcej, ale to nie oznacza, że nie brakuje pytań odnośnie jej życia, ponieważ jak się okazuje wiele sekretów pisarka wzięła ze sobą do grobu.

Pomimo iż jest to książka popularnonaukowa bardzo przyjemnie się ją czyta. Ostrowski nie zanudza nas suchym, naukowym stylem. Ciągłe odwołania do listów i twórczości i pokazywanie, jak blisko te teksty stoją obok biografii sióstr niby nie jest niczym niezwykłym, jednak autorowi udaje się postawić pewne celne pytania, na inne odpowiedzieć.

Dla mnie było to pierwsze i bardzo udane spotkanie z monografią poświęconą siostrom Bronte i ich twórczości. Z przyjemnością sięgnę po biografię, choć jej większą część Ostrowski pokazuje w książce. Myślę, że dla osób, które lubią powieści sióstr jest to obowiązkowa lektura, ponieważ wnosi wiele nowego w rozumienie tekstów, ma bardzo ciekawe hipotezy, z którymi trudno polemizować, a przy tym jest to książka, która pokazują, jak ciekawą zagadkę może stanowić literatura i jak pasjonujące może być poszukiwanie odpowiedzi.

Polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu mg!

2 Komentarze

Filed under Książki

Przegląd Filmowy #1

Kryzys czytelniczy minął, ale studia wymagają ode mnie czytania książek, które nie dają się do recenzowania na blogu (nie sądzę, żeby ktoś chciał czytać recenzję książki „Genologia lingwistyczna”). Na szczęście zaczęłam marnować mniej czasu na granie, a wzięłam się poważniej za studiowanie i dbanie o siebie – zaczęłam chodzić na siłownię, biegam, tańczę zumbę (a przynajmniej próbuję) i naprawdę czuję się o wiele lepiej 😉 Ostatnio obejrzałam za to kilka filmów, o których chętnie wspomnę, żeby przełamać milczenie. Nie lubię pisać recenzji filmów, dlatego zdecydowałam się na post zbiorczy, który staje się coraz bardziej popularny w blogosferze książkowej, z tego co widzę.

Wilk z Wall Street, 2013 reż. M. Scorsese

wilk z wall street  Przeczytałam książkę, więc nie czekałam długo i obejrzałam film. Mam mieszane uczucia, bo sporo wątków zostało zmienionych łącznie z zakończeniem. Wiele zmian mogę przeżyć pomiędzy książką a ekranizacją, ale zakończenia nigdy. Filmowe zakończenie ani nie oddaje sprawiedliwości Jordanowi, ani Naomi. I właściwie tu zakończy się moje narzekanie, bo film jest rewelacyjny! Naczytałam się, że to jedna z najmocniejszych pozycji Scorsese od czasu „Kasyna” i podpisuję się pod tym. Film trwa 3 godziny, a ja nawet na moment nie potrafiłam odwrócić wzroku od ekranu. Podobnie jak w książce, tam ciągle coś się dzieje!

Obsada wykonała kawał świetnej roboty! To kolejna ciekawa rola Leonardo di Caprio, który pokazuje tu klasę w każdej scenie. Jonah Hill zaliczył świetny występ i nie wiem, dlaczego tyle czasu marnował swój talent w kiepskich komediach. Matthew McConaughey, który na ekranie był około 7 minut, był niesamowity – to zdecydowanie jego rok (co on robił w kiepskich komediach tyle czasu chyba nikt mi nie wyjaśni…).

Ten film to „must see” tego roku! Gdyby Akademia Filmowa nie była do bólu poprawna politycznie jestem pewna, że „Wilk…” dostałby Oscara.

American Hustle, 2013 reż. David O. Russell

american-hustle-poster-2  David O. Russell słynie z tego, że potrafi wydobywać z aktorów, to co najlepsze. Patrząc na tegoroczne rozdanie Złotych Globów i ilość nominacji do Oscara za role nie sposób się z tym nie zgodzić. „American Hustle” to popis umiejętności aktorskich na najwyższym poziomie. Druga rzecz, która nigdy nie zawodzi w filmach Russella to scenariusz. I tym razem jest świetny – szczególnie wątek opowieści szefa postaci Bradley’a Cooper’a o swoim bracie. Jednak zabrakło mi w tym filmie fabuły. Niby coś się dzieje, ale da się to opowiedzieć w kilku zdaniach. Żadnych zwrotów akcji, zaskoczeń – wszystko jest dość przewidywalne do samego końca.

Mimo wszystko nie nudziłam podczas oglądania, bo klimat jaki został tam zbudowany jest naprawdę dobry. Warto obejrzeć, żeby zobaczyć, czym jest aktorstwo w najlepszym wykonaniu.

2 Komentarze

Filed under Filmy

„Wilk z Wall Street” Jordan Belfort

wilk z wall street

Wydawnictwo Świat Książki, 2014

Ilość stron: 512

 

 

Przeczytałam tę książkę jakiś czas temu, ale nie potrafiłam napisać czegokolwiek na jej temat. Męczyła mnie myśl, że tak naprawdę niewiele z tej książki wynika, nie potrafiłam dojść, jakie jest jej przesłanie. I kiedy nie mogłam zasnąć, uderzyła mnie myśl, że właśnie to jest wielką zaletą tej opowieści. Autor (choć stara się tłumaczyć) pozostawia nam wolny wybór przy ocenie jego postępowania, nie ma tutaj morału.

Jordan Belfort nazwany został Wilkiem z Wall Street, ponieważ jego błyskawiczna droga na szczyt w świecie finansjery oraz niesamowita inteligencja i przebiegłość zaskarbiła mu reputację człowieka, z którym trzeba się liczyć. W swojej opowieści z niezwykłym humorem i dystansem opisuje swoje życie zawodowe i prywatne, którego starczyłoby na kilka osób. Chyba nie było transakcji, jakiej Belfort nie umiałby przeprowadzić na Wall Street. Świat stał u jego stóp, a on czerpał z niego pełnymi garściami – nie odmawiał sobie narkotyków, seksu ani ekstrawagancji. Bez zahamować Belfort opisuje również, w jaki sposób oszukiwał i naciągał przepisy do swoich interesów.

„Wilk z Wall Street” to książka intrygująca, którą czyta się z wypiekami na twarzy. Inteligencja i humor autora sprawia, że bardzo łatwo da się go polubić, mimo wszystkich rzeczy, do których przyznaje się w kolejnych rozdziałach. Belfort stosuje również ciekawą narrację, ponieważ (jak pisał we Wstępie) stara się odwzorować swój sposób myślenia, jaki nim kierował. Chyba właśnie stąd wszystkie oskarżenia pod jego adresem, że zachęca do takiego trybu życia, bo na początku ma on gotową wymówkę na każdą rzecz, którą robi. Jednak dzięki temu zabiegowi stworzył lekturę, przy której śmiałam się na głos i kręciłam głową z niedowierzaniem, bo Belfort ma niesłychane poczucie humoru i chyba spory dystans do tego, co zrobił. Dopiero klimat zakończenia się wyraźnie zmienia ze względu na postępujące uzależnienie od narkotyków, jednak trzeba podkreślić, że Belfort przyznaje się do chyba każdego szkieletu w swojej szafie.

Książka nie ma wyraźnie zarysowanego motywu przewodniego, ale czyje życie ma, a właśnie swoje życie przedstawia autor. Pisałam, że lektura pozostawiła mnie zaniepokojoną, bo nie potrafiłam wyłowić stamtąd żadnego głębszego sensu, morału. Niepokojące było też dla mnie to, że Belfort do ostatniej kropki postawionej w książce wciąż pozostaje sobą, nie ma tutaj żadnej oszałamiającej przemiany ani wielkiego poczucia winy, to wciąż ten sam bezczelny i inteligentny facet, który wodzi za nos czytelnika przez całą książkę. I po zastanowieniu się, cieszę się, że nie ma tu żadnych górnolotnych obietnic ani wielkich słów o żalu i postanowieniu zmiany, bo dzięki temu ta książka jest prawdziwsza, a każdy po lekturze sam może wyrobić sobie zdanie o Wilku z Wall Street. To też trochę smutne, że literatura i film aż tak przyzwyczaiły mnie do zostawiania gotowego morału, że potrzebowałam chwili, aby nazwać, czego konkretnie mi tu zabrakło.

Przede mną jeszcze seans „Wilka z Wall Street” i porównanie wrażeń. Książkę bardzo polecam!

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

4 Komentarze

Filed under Książki