Tag Archives: lit. francuska

„Skąpiec” Molier

skąpiec

 

 

 

Właśnie skończyłam praktyki w gimnazjum i przyznaję, że kompletnie nie czytałam przez ten czas. Wracałam do domu tak zmęczona, że potrzebowałam mniej wymagających rozrywek. Zostałam jednak zmuszona do sięgnięcia po „Skąpca” Moliera, ponieważ moja opiekunka poprosiła, abym poprowadziła zajęcia dotyczące lektury w klasach 3. A co do samych praktyk muszę przyznać, że jestem miło zaskoczona, bo pracowało mi się o wiele lepiej z gimnazjalistami niż z uczniami szkoły podstawowej.

„Skąpiec” ma bardzo prostą fabułę, choć ciężko połapać się w relacjach bohaterów na początku. Tytułowy Skąpiec to Harpagon – sześćdziesięcioletni wdowiec, którego największą miłością są pieniądze. Główny bohater jest przedstawiony karykaturalnie jak to u Moliera, a ważnym wątkiem jest miłość. Dzieci Harpagona – Eliza i Kleant są zakochani, ale nie mogą sprzeciwić się woli ojca, który bardziej dba o zrobienie dobrego interesu na ślubach dzieci niż ich szczęściu. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, kiedy okazuje się, że nasz tytułowy Skąpiec pragnie ponownie wziąć ślub z wybranką swojego syna – Marianną.

Pomimo tylu lat „Skąpca” wciąż czyta się dobrze. Jest wiele sytuacji, które wywoływało mój śmiech, a i przesłanie jest nadal aktualne, bo cecha którą piętnuje Molier jest obecna i dzisiaj. Chętnie obejrzałabym „Skąpca” na scenie teatralnej, ale zamiast tego dopełniłam obraz oglądając film pod tym samym tytułem z Louisem de Funesem, który jest obłędny w roli Harpagona.

Jeśli ktoś nie zna „Skąpca” polecam zarówno komedię Moliera jak i film, a już najmocniej polecam wybranie się do teatru na sztukę 🙂

Dostałam kilka książek do recenzji, więc spodziewajcie się wkrótce kolejnych recenzji! I mam jeszcze zamiar ruszyć z nowym działem na blogu – zobaczycie 😉

Dodaj komentarz

Filed under Książki

„Historia eunuchów” Olivier de Marliave

Wydawnictwo Bellona, 2012

Ilość stron: 237

 

 

 

 

To druga książka z serii opracowań historii obyczajów, z jaką się zetknęłam. Pierwszą była „Historia burdeli”, o której pisałam na blogu. Ze wzmiankami o eunuchach już się wcześniej zetknęłam wiele razy – przy okazji czytania o Cesarstwie Chin albo na zajęciach, kiedy mówiliśmy o włoskich kastratach. Jednak po lekturze tej książki mogę stwierdzić, że moja wiedza na ten temat była bardzo uboga.

Autor bardzo szeroko i ciekawie opisuje o kastracji i eunuchach na przestrzeni całego świata i od czasów najstarszych. Podróż zaczyna od Chin, gdzie eunuchowie służyli na dworze Cesarza i jako jedyny mężczyźni mogli pozostać po zmroku na terenie Zakazanego Miasta. Na początku autor pokazuje sylwetkę ostatniego chińskiego eunucha, żeby pokazać nam, jak to wszystko się zaczęło, a przynajmniej jakie są przypuszczenia. Dalej pokazuje miejsce eunuchów w hinduizmie, gdzie uznawani są za trzecią płeć. Ich rola na dworze osmańskim sprowadzała się głównie do służby w haremie, ale nie tylko, ponieważ z czasem dorobili się bardzo wysokiej pozycji, a niektórzy pełnili najwyższą władzę w Imperium. Nie zabrakło oczywiście włoskich kastratów cenionych za niezwykłe głosy. Historia kończy się w Rosji na opisach kastracji dokonywanej przez sektę skopców.

Autor koncentruje się na pokazaniu sylwetek największych i najciekawszych eunuchów. Mnóstwo w tej książce ciekawostek i anegdot, które czytałam z ogromną ciekawością. Nudziło mnie jedynie pokazywanie, jak zmniejszała lub zwiększała się ilość eunuchów na danym terenie w ciągu upływu lat. Na szczęście takich szczegółowych danych jest niewiele, ponieważ autor zdawał sobie sprawę, że nie tego oczekuje czytelnik. Najbardziej podobały mi się opisy eunuchów w Stambule i Imperium Osmańskim, ponieważ niewiele wiedziałam na ich temat, a i moja wiedza o haremach ograniczała się do wyobrażeń ludzi Zachodu (jak się okazało).

Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem. Autor ma gawędziarski styl, który ułatwia odbiór tekstu i sprawia, że momentami ciężko się od tej książki oderwać. Niestety książki nie jest tak pięknie wydana, jak „Historia burdeli”, ale mam wrażenie, że jest tu znacznie więcej tekstu, a treść nie ustępuję poprzedniej „Historii…”, a to najważniejsze!

Naprawdę polecam „Historię eunuchów”, ponieważ to część historii, o której niewiele się mówi, a jest naprawdę intrygująca! Szczególnie w takim wydaniu 🙂

Za książkę dziękuję wydawnictwu Bellona!

1 komentarz

Filed under Książki

„Z pokorą i uniżeniem” Amelie Nothomb

Wydawnictwo Muza

Liczba stron: 83.

Moja ocena: 5,5 / 6

 

 

 

Sięgnęłam po tę książeczkę po przeczytaniu bardzo pozytywnej recenzji innej książki Nothomb. Zachęciły mnie wszystkie opinie, jakie zasłyszałam, a że jeden jej tytuł kurzył się na mojej półce, postanowiłam zapoznać się z prozą Amelie Nothomb i na pewno sięgnę po inne powieści tej autorki.

Autorka opisała w tej książce historię swojej rocznej kariery w pewnym dużym japońskim przedsiębiorstwie. Jej doświadczenie jest bardzo gorzkie i pewnie niejednego wpędziłoby w depresję, ona jednak przyjmuje wszystko z humorem i tak też to opisuje. Książka jest niesamowicie zabawna, sytuacje opisane są z dystansem i ogromnym humorem. Nothomb nie boi się śmiać z samej siebie, a dzięki temu możemy się pośmiać razem z nią, chociaż jak się pomyśli o tej historii to do śmiechu nie jest. Swoją opowieść autorka momentami przerywa, aby podzielić się z czytelnikiem swoimi refleksjami na temat Japończyków i ich mentalności. Fragmenty te są bardzo trafne. Kiwałam przy nich głową ze zrozumieniem, ponieważ jakiś czas temu czytałam „Tatami kontra krzesła” Rafała Tomańskiego i spostrzeżenia Nothomb były niemal identyczne.

Ta opowieść może być gorzką pigułką dla osób zafascynowanych Japonią i Japończykami, ale przecież wszyscy mamy swoje wady, a takie przenikliwe spojrzenie na tak odmienną mentalność pozwala wiele spraw związanych z Japonią zobaczyć innymi oczami. Książkę przeczytałam w jedno popołudnie, było zabawnie, ale nie zabrakło chwil na przemyślenie. Proza Nothomb ma coś w sobie, myślę, że autorka jest bardzo dobrą obserwatorką i widać to nawet w tej małej książeczce.

Naprawdę polecam „Z pokorą i uniżeniem” ze względu na tak dobre sportretowanie Japończyków. Ja wiem po tej książce jedno – nigdy nie chciałabym pracować w japońskiej firmie 🙂

1 komentarz

Filed under Książki

„Zapasy z życiem” Eric-Emmanuel Schmitt

 

Wydawnictwo Znak

Liczba stron: 73

Moja ocena: 3 / 6

 

 

 

„Zapasy z życiem” to nie pierwsza książka Schmitta, jaką czytałam. W zasadzie czytałam już tyle jego powieści i opowiadań, że zdążyłam sobie wyrobić bardzo pochlebne zdanie na temat tego pisarza i zawsze z przyjemnością sięgam po jego książki. I właśnie dlatego nie dowierzam, że „Zapasy z życiem” wyszła spod tego samego pióra, co (chociażby najbardziej znana książka) „Oskar i Pani Róża”.

Bohaterem tej cieniutkiej książeczki jest piętnastoletni chłopak – Jun, który zarabia na życie sprzedając rzeczy, których sam wstydziłby się kupować w Tokio. Początkowo nie wiemy nic o jego rodzicach, ale wiadomo, że ma za sobą ciężkie przeżycia, później oczywiście sprawa się wyjaśni 😉 Chłopaka po drodze w jego miejsce, gdzie handluje, zaczyna zaczepiać dziwny jegomość, który mówi do niego tylko „Widzę w tobie grubego gościa”, co jest o tyle niedorzeczne, że nasz bohater chodzi wiecznie głodny i tak też wygląda. Intrygujące, prawda?

Historia rozwija się powoli. Życie Juna odmienia się, po odkryciu, co ma na myśli i kim jest tajemniczy mężczyzna. Opowieść ma piękne przesłanie (jak to u Schmitta). Trzeba pokonać swoje słabości i ograniczenia, dopiero wtedy można w pełni żyć, być szczęśliwym i odnosić sukcesy. Trzeba stoczyć swoje zapasy z życiem, żeby tego życia zasmakować w pełni. Musimy pokonywać swój strach i walczyć o siebie. Brzmi banalnie, prawda? Ale jak często zapominamy o tych najprostszych prawdach życiowych.

Jednak skoro tak dobrze wypowiadam się o tej książeczce, to skąd ta ocena? Przez zakończenie. To najbardziej nieprawdopodobne i rozczarowujące zakończenie w książce, jakie zdarzyło mi się spotkać. Trzy strony zniszczyły dla mnie tę piękną historię. Zakończenie jest zbyt banalne i po prostu głupie. Odniosłam wrażenie, jakby zawarło się w nim kilka wcześniej niewykorzystanych pomysłów, trochę niepotrzebnych dla tej opowieści. Czasami mniej znaczy lepiej, o czym zapomniał Schmitt.

Byłam bardzo rozczarowana po lekturze książki, ale morał jaki wynika z tej banalnej historii jest wart zapamiętania – stąd dałam książce 3, a nie jak wcześniej zamierzałam 2. Oczywiście na tym moja przygoda ze Schmittem się nie zakończy, bo lubię jego styl i filozofię życiową, którą zawiera w swoich historiach. Odradzam „Zapasy z życiem” osobom, które wcześniej nie zetknęły się z twórczością Schmitta, bo można się zniechęcić. Ciekawa jestem za to, jak inni oceniają zakończenie tej książeczki.

3 komentarzy

Filed under Książki