Tag Archives: Literatura faktu

„Bractwo Bang Bang” Greg Marinovich & Joao Silva

Wydawnictwo Sine Qua Non, 2012

Ilość stron: 282

Nasza znajomość historii najnowszej wyniesiona ze szkoły jest bardzo skąpa, co często powtarzam. Mam świadomość, jak wielkie są moje braki w tym zakresie, dlatego zawsze bez wahania decyduję się na lekturę książek, które o owej historii opowiadają. „Bractwo…” właśnie taką książką jest, bo wiele mówi o schyłkowym, bardzo krwawym okresie rządów apartheidu w Republice Południowej Afryki. Mało tego autorem jest nie historyk, ale naoczny świadek (właściwie świadkowie) tych wydarzeń, ponieważ Marinovich i Silva to fotoreporterzy, korespondenci wojenni, którzy swoimi zdjęciami pokazywali ludziom poza granicami RPA, jakie okrucieństwa się tam dzieją.

Na pierwszym planie tej książki są właśnie oni – fotoreporterzy. Narratorem jest Marinovich, który opowiada o sobie, swojej pracy, swoich przyjaciołach, którzy należeli do bractwa Bang Bang – Joao Silva, Ken Oosterbroek, Kevin Carter. Wszyscy oni zawsze znajdowali się na linii ognia, zawsze tam, gdzie działo się najgorsze. Chcieli pokazać ludziom, co dzieje się w RPA, nie zważając na własne zdrowie, życie. Nie wierzyli, że można rzetelnie pokazywać wojnę, nie widząc naocznie wszystkich wydarzeń. Świadectwo Marinovicha i Silvy jest do bólu autentyczne, wstrząsające i momentami drastyczna.

Siłą tej książki jest jednak jej szczerość. Marinovich dużo miejsca poświęca dylematom moralnym, jakie zawsze towarzyszyły mu podczas robienia zdjęć, gdy na przykład był świadkiem morderstwa i jedyne, co robił to zdjęcia. Sam na kartkach książki zastanawia się, czy dużo by dało, gdyby odłożył aparat i spróbował pomóc. W sytuacji, którą przywołałam, jego reakcja nic by nie dała, bo napastników było kilkudziesięciu i na pewno sam straciłby życie, jeśliby spróbował pomóc. Już i tak ryzykował robiąc zdjęcia. Ale jak żyć ze świadomością, że na Twoich oczach bestialsko kogoś zamordowano i nic nie zrobiłeś? Marinovich mówi, że często przychodzi mu do głowy to pytanie. Oczywiście fotoreporterzy nie tylko robią zdjęcia, kiedy są w stanie pomagają. Autor opowiada, że sam nie jest w stanie zliczyć, ile razy zawoził swoim samochodem rannych do szpitala, prawdopodobnie tracąc okazję na zrobienie świetnych zdjęć. Widać, że ten temat siedzi w autorze, ponieważ na wielu różnych przykładach (również kolegów) zdaje się zadawać pytanie, kiedy z obserwatora stać się uczestnikiem wydarzeń? Ogromną zaletą jest to, że Marinovich daje nam mnóstwo sytuacji ilustrujących to pytanie, ale nie narzuca nam odpowiedzi.

Odłożyłam książkę wczoraj i cały czas siedzą we mnie słowa, które przeczytałam. Nie mieści mi się w głowie okrucieństwo, którego świadkiem był Marinovich, Silva, Carter i Oosterbroek. Oni sami zapłacili dużą cenę za zawód, który wybrali, bo dwóch z nich straciło życie. Nigdy nie zastanawiałam się nad znaczeniem zdjęć, ilustrujących wojnę, teraz wiem, że te zdjęcia są bardzo potrzebne, aby ludziom żyjącym po drugiej stronie globu uświadomić wagę pewnych zdarzeń.

„Bractwo Bang Bang” to bardzo ważna książka, po którą warto sięgnąć. Zmusza do refleksji, a jej autentyczność sprawia, że ta książka wyróżnia się spośród innych pozycji mówiących nam o wojnach. Warto też powiedzieć, że zdjęcia, o których autor wspomina są dołączone do książki, co jest ogromnie ważne w kilku przypadkach, gdy jedno zdjęcie jest pretekstem do dosyć długiej historii.

Za książkę dziękuję wydawnictwu SQN!

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under Książki

„Tyrmandowie. Romans amerykański” Agata Tuszyńska

 

Wydawnictwo MG, 2012

Ilość stron: 269

 

 

 

Na początku uwiodła mnie okładka tej książki i jej opis. W miarę czytania uwodziła mnie jej treść. Leopold Tyrmand to znacząca postać w naszej literaturze. Kiedyś jego książki znajdowały się nawet w kanonie lektur szkolnych. Człowiek bardzo kontrowersyjny z mocno wyrobionymi poglądami, z którymi w ogóle mi nie po drodze. Jednak Mary Ellen Tyrmand tym poglądom zawdzięcza fakt, że spotkała swojego przyszłego męża i ojca swoich dzieci.

Książka przedstawia Tyrmanda z okresu amerykańskiego, skupia się głównie na jego związku z trzecią żoną. Większość miejsca zajmują listy Leopolda do Mary Ellen, niestety jej listy się nie zachowały, poza pierwszymi. Listy są uzupełniane komentarzem samej Mary Ellen, dzięki czemu możemy dobrze poznać czas, jaki spędzili razem. To niesamowity romans nie tylko ze względu na różnicę wieku (ona miała 23 lata, on 50, kiedy się poznali), ale na fakt, że w ich związku może nawet pierwszorzędną rolę grał umysł i widać to w listach. Mary Ellen przyznaje, że Leopold był jej nauczycielem, ale z czasem mogła już prowadzić z nim dyskusję na tym samym poziomie. Uczennica dorównała mistrzowi. Dzielili poglądy oraz życie.

Przyznaję, że często denerwowałam się na Tyrmanda i jego zachowanie wobec żony, ale sposób w jaki Mary Ellen opowiada po tylu latach historię ich związku jest rozbrajający. Wdowa jest całkowicie szczera. Bez skrępowania przyznaje, że Lolek (jak go nazywała) na pewno ją zdradzał, ale nie zmienia to faktu, że mówi o nim z ogromną miłością i tęsknotą. Wdzięczna za lata, jakie mogli przeżyć razem, ze smutkiem przyznawała, że skończyło się to za szybko. Listy, jakie Tyrmand do niej pisał podczas swoich licznych podróży, są bardzo osobiste. Znaczący jest w ogóle fakt, że nawet podczas jego krótkich wyjazdów wciąż chcieli ze sobą rozmawiać i mieli mnóstwo tematów. Ta para prowadziła nieustanny dialog, co odzwierciedla ta książka.

Książka jest przepięknie napisana. Nie mogłam się oderwać od historii Tyrmandów. Czuć tutaj ogromną miłość, jaką darzyła się ta para, a szczerość i prostota komentarzy Mary Ellen tylko dodają wartości tej pozycji. Warto również zwrócić uwagę na wydanie książki. Prawie na każdej stronie znajduje się jakieś zdjęcie – Tyrmanda, Mary Ellen, ich domu, ale również oryginałów listów, których tłumaczenie mamy na kartach.

Pozycja, którą musi przeczytać każdy, kto zetknął się z Tyrmandem. Szczególnie polecam tym, którzy nie są fanami poglądów pisarza, bo z tej książki wyłania obraz innego człowieka. Dla tych którzy nie znają Leopolda Tyrmanda może to być dobry początek znajomości z pisarzem. Polecam!

Za książkę dziękuję wydawnictwu MG!

3 Komentarze

Filed under Książki