Tag Archives: wyd. Amber

„Mistrzyni sztuki śmierci” Ariana Franklin

Wydawnictwo Amber

I tom cyklu Adelia Aguilar

Liczba stron: 317

Moja ocena: 2,5 / 6

 

 

Zaintrygowana tytułem zdecydowałam się sięgnąć po tę książkę w zasadzie nic o niej nie wiedząc. „Mistrzyni sztuki śmierci” okazała się kryminałem umieszczonym w XII-wiecznej Anglii, co w moim odczuciu brzmi bardzo zachęcająco.

Jest rok 1171 w Cambridge. Spokojne życie mieszkańców zostaje zaburzone przez śmierć kilkuletniego chłopczyka i zniknięcie kolejnych dzieci. O morderstwo zostają oskarżeni Żydzi, bo przecież wiadomo, że krzyżują chrześcijańskie dzieci. Zaniepokojony uszczupleniem skarbca król Henryk II prosi o pomoc i wkrótce do Cambridge przybywa mistrz Szymon z Neapolu oraz biegła w anatomii tytułowa mistrzyni sztuki śmierci – Adelia. Oczywiście płeć naszej drogiej medyczki jest wielkim utrudnieniem, bo chociaż jest najlepsza w swoim fachu to w zabobonnej Anglii łatwo mogłaby zostać oskarżona o czary.

Tło historyczne jest mocnym atutem tej książki. Autorka (pisząca pod pseudonimem) bardzo zadbała, aby fakty historyczne były zgodne z prawdą, chociaż kilka rzeczy zmieniła dla dobra i spójności powieści, o czym możemy się dowiedzieć po zakończeniu książki czytając „Od autorki”. Postać króla Henryka II została opisana z niezwykłym humorem i bardzo przypadła mi do gustu.

Co do głównej postaci medyczki Adeli to zawiodłam się. Strasznie mnie ta postać irytowała swoim zachowaniem rodem starej panny z XIX wieku. Miała być niezależną, mądrą kobietą, ale nie wyszło… Sama intryga jest dość ciekawie pomyślana, ale jej rozwiązanie jest wręcz śmiesznie proste i dziwiłam się, że naszym bohaterom sprawia trudność wskazanie zabójcy. Moją niechęć potęguje fakt, że autorka pod koniec sztucznie budowała napięcie nie podając rozwiązania, choć postacie już je poznały. Sprawa rozwiązana, wszyscy wiedzą, kto jest odpowiedzialny za zbrodnie, ale ty czytelniku musisz sobie jeszcze chwilę poczekać zanim się dowiesz czyja to twarz. Bardzo niepotrzebne!

Na Biblionetce okazało się, że Franklin napisała już 2 kolejne tomy przygód Adeli Aguilar, ale ja wiem jedno – na pewno nie sięgnę po nie. Oceniam książkę jako kiepską, ale tło historyczne trochę ratuje sprawę, dlatego nie będę odradzała przeczytania tej powieści. Faktem pozostaje, że „Mistrzyni sztuki śmierci” bardzo mnie rozczarowała, bo ma potencjał na kapitalny kryminał, który mocno się rozmył w trakcie.

4 komentarzy

Filed under Książki

„Wpuść mnie” John Ajvide Lindqvist

 

Wydawnictwo Amber

Liczba stron: 364

Moja ocena: 3,5 / 6

 

 

 

„Wpuść mnie” jest debiutem szwedzkiego pisarza Lindqvista, którego późniejsze powieści również zostały wydane w Polsce, ale nie są tak popularne jak ta. Wszystko za sprawą filmu („Pozwól mi wejść”), a właściwie filmów, bo po szwedzkiej ekranizacji, Amerykanie postanowili stworzyć swoją wersję ( nie rozumiem po co). Filmu nie oglądałam żadnego, ale z tego co słyszałam, jest całkiem dobry (szwedzka wersja), aczkolwiek nie jeśli ktoś szuka klasycznego horroru to się rozczaruje. Przejdźmy do książki.

Oskar jest dwunastoletnim chłopcem, który razem z mamą mieszka na osiedlu na obrzeżach Sztokholmu. Oskar jest dręczony w szkole przez kolegów z klasy psychicznie i fizycznie. Moczy się, kiedy jest przerażony, ale od początku wzbudza w czytelniku sympatię. Na jego osiedlę wprowadza się dziewczynka w jego wieku razem z tatą, którą jednak widuje tylko po zmroku. Eli (bo tak ma na imię) postrzega Oskara zupełnie inaczej niż dzieciaki w szkole. Powoli buduje się ich przyjaźń. W tym samym czasie Sztokholmem wstrząsają brutalne morderstwa nazwane przez media rytualnymi. Autor od razu zdradza nam tożsamość mordercy, ale powoli zdradza nam, dlaczego dokonuje właśnie takich morderstw.

Ogromnym plusem powieści jest sposób w jaki dawkowane jest napięcie. Akcja rozwija się dosyć szybko, ale napięcie budowane jest bardzo sukcesywnie. Jednak gdzieś w połowie książka traci swój rozmach i szczególnie wątek z „rytualnym mordercą” strasznie mnie nużył. Za to opis przyjaźni Eli i Oskara od początku do końca trzymał wysoki poziom.

Z jednej strony „Wpuść mnie” to piękna historia o przyjaźni, a z drugiej pełna grozy opowieść o odrzuceniu, o wampirach. Już zdanie na okładce książki informuje nas, że jest to połączenie horroru z powieścią psychologiczną. Rzeczywiście opowieść zawiera dość brutalne opisy i na pewno nie chciałabym obejrzeć pewnych scen na ekranie.  Były momenty, gdzie zaczynałam się bać, ale jak już wspominałam pewne wątki były bardzo nużące.

Wampiry w tej opowieści są dziwne. Nie takie jak w „Zmierzchu” (na szczęście), ale też nie takie klasyczne jak w mitologii. Wampiryzm jest tu opisywany jak rodzaj zarazy, picie krwi jest warunkiem przeżycia i przykrą koniecznością, większość wampirów wybiera drogę samobójczą, gdyż nie są w stanie znieść takiej egzystencji. Muszę przyznać, że przypadło mi do gustu takie patrzenie na wampiry.

Dużym plusem jest dla mnie zakończenie. Nie mamy go podanego na tacy, dowiadujemy się, co się stało z opisów innych, a części sami musimy się domyślić. Lubię takie otwarte zakończenia. Książka jest bardzo nierówna, ale dobrze mi się ją czytało. Jest wciągająca i choć momentami nużąca to warto po nią sięgnąć.

I jeszcze na zakończenie moja uwaga. Nie mam zielonego pojęcia, kto napisał opis książki na tył okładki, ale na pewno nie przeczytał tej powieści, bo treść książki ma się nijak do tego opisu…

Dodaj komentarz

Filed under Książki