Tag Archives: wyd. Muza

„Aleksander i Alestria” Shan Sa

aleksander-i-alestria

Wydawnictwo Muza, 2008

Ilość stron: 293

Czytałam tę książkę na raty, bo inaczej nie potrafiłam. W zasadzie nawet chciałam zakończyć w połowie, ale byłam jednak ciekawa, w jaki sposób autorka zakończy tę historię.

W pierwszej części poznajemy dzieciństwo i młodość Aleksandra Macedońskiego. Przebierany przez matkę za dziewczynkę jest prześladowany przez ojca tyrana. Losy Aleksandra są oczywiście fabularyzowane, chociaż główne punkty trzymają się historii – jego nauczycielem był Arystoteles, podbił Grecję. Zaś Alestria to wojownicza królowa Amazonek, która żyje wolna niczym ptak na stepach. Tych dwoje oczywiście musi się ze sobą spotkać (przeznaczenie) i pokochają się. Okładka informuje, że to „historia miłości triumfującej, absolutnej”.

Nie będę owijać w bawełnę. Nie podobała mi się ta książka. I to bardzo. Nie kupiłam ani postaci Aleksandra, który w moim odczuciu był zadufanym w sobie… wiecie kim. Zaś Alestria była bardzo niespójną postacią. Nie rozumiem, jak ta wojowniczka, która gardziła słabością, mogła pozwolić zamknąć się w złotej klatce. Wiem, że wyjaśnieniem miała być miłość, ale to w jaki sposób Shan Sa pokazała uczucie Aleksandra i królowej Amazonek absolutnie mnie nie przekonało. Poza tym zaborczy i zazdrosny Aleksander jakoś średnio pasował mi na czułego kochanka.

Do tego fabuła jest nudna w wielu momentach. Dobrze czyta się początek, chociaż pokazanie w taki sposób młodości Aleksandra trochę mnie zniesmaczyło, a mało rzeczy potrafi to sprawić. Jednak od momentu spotkania kochanków powieść robi się coraz gorsza i coraz bardziej nudna. Opisy przemarszu wojsk i podróży przez stepy doprowadzały mnie do szaleństwa, szczególnie że wcześniejsza część książka była znacznie bardziej dynamiczna i o wiele więcej się tam działo.

Nie znajduję w tej książce nic, co sprawiłoby, żebym ją komuś poleciła. Dlatego odradzam czytania „Aleksandra i Alestrii”!

Reklamy

1 komentarz

Filed under Książki

„Pałac Północy” Carlos Ruiz Zafon

pałac

 

Wydawnictwo Muza, 2011

Ilość stron: 288

II tom serii Książę Mgły

 

 

Byłam przekonana, że „Pałac Północy” to kontynuacja „Księcia Mgły” i razem z jeszcze 3 tomem tworzą trylogię. Okazało się jednak, że nie miałam racji, ponieważ „Pałac…” to zupełnie inna historia z nowymi bohaterami i nowym miejscem. Jedyne co łączy książki, to tajemniczy klimat pełen grozy.

Zafon przenosi nas do Kalkuty i już od pierwszej strony stara się wciągnąć w wir historii. Jest rok 1932, młody wychowanek sierocińca St. Patrick’s -Ben kończy 16 lat i musi opuścić bezpieczne progi. Jednak zanim się to stanie czeka go ostatnie spotkanie tajnego stowarzyszenia, jakie założył z grupą innych wychowanków sierocińca. Chowbar Society ma siedzibę w opuszczonym budynku, który grupa przyjaciół nazywa Pałacem Północy. Jednak ostatnie spotkanie stowarzyszenia będzie niezwykłe ze względu na pewną dziewczynę, która w noc 16 urodzin Bena przychodzi razem z babcią do St. Patrick’s. Sheere opowie członkom stowarzyszenia smutną historię swojej rodziny i wciągnie ich w mroczną przygodę.

Akcja powieści jest oparta na podobnym schemacie fabularnym, co „Książę Mgły”. Mamy grupę nastolatków, tajemniczego prześladowcę, sekret, który przyjaciele chcą odkryć. Jednak „Pałac Północy” jest moim zdaniem książką o wiele gorszą niż „Książę…”. Zafon stara się zbudować klimat grozy, ale średnio mu to wychodzi. Chociaż powieść jest krótka, to nudziłam się podczas lektury. Działania, jakie podejmowali członkowie Chowbar Society, nie sprawiały, że szybciej biło mi serce. Nie zaintrygował mnie tajemniczy, ognisty prześladowca. Pod tym względem „Książę Mgły” był o wiele lepszy, bo już do pierwszej strony intrygował. W „Pałacu…” Zafon stara się zrobić podobną rzecz, ale zamiast zaintrygować odkrywa swoje karty, bo przez wstęp nie przeżyjemy potem wielkiego zaskoczenia. Szczerze mówiąc nawet zakończenie mnie rozczarowało.

Na pewno mocnym punktem „Pałacu…” są bohaterowie, którzy są od siebie różni, są charakterystyczni, mają swoje wady i zalety, ale nie są zbyt dobrze „wykorzystani” przez autora. W zasadzie w zakończeniu powieści okazuje się, że nie byli do niczego potrzebni (to nie spoiler, a moje wrażenie). Pomimo że dobrze skonstruowani i różni od siebie, zabrakło momentów, w których byliby naprawdę potrzebni. Zafon nie poradził sobie z taką mnogością postaci na pierwszym planie. O wiele lepiej wypadły trzy osoby w „Księciu Mgły”. Jak już pisałam, byłam rozczarowana zakończeniem, które jest dla mnie zbyt naiwne i gubi gdzieś ten klimat grozy, o który autor cały czas dba.

„Pałac Północy” to według mnie najgorsza książka w dorobku Zafona. Dawno już nie czytałam książki, o której mogłabym powiedzieć, że mi się nie podobała, ale „Pałac Północy” to zmienił.

2 Komentarze

Filed under Książki

„Książę Mgły” Carlos Ruiz Zafon

 

Wydawnictwo Muza

Ilość stron: 197

I tom serii Książę Mgły

Moja ocena: 4,5 / 6

 

 

Miałam ochotę na lekką książkę i sięgnęłam po „Księcia Mgły”, który już od dawna leżał na mojej półce i cierpliwie czekał na swoją kolej. Teraz muszę przyznać, żałuję, że tak długo zwlekałam! Książkę zaczęłam czytać dzisiaj w autobusie i po powrocie do domu musiałam dokończyć 🙂

W dniu trzynastych urodzin Maxa jego ojciec zbiera całą rodzinę i oznajmia, że opuszczają miasto i przenoszą się do małego nadmorskiego miasteczka. Jest rok 1943 i pan Carver chce uchronić swoją rodzinę przed wojną, którą coraz łatwiej wyczuć w dużym mieście. Max jest załamany jednak widok morza jest dla niego dużym przeżyciem. Od początku pobytu rodziny Carverów w miasteczku i domu przy plaży dzieją się wokół nich dziwne rzeczy. Max zauważa, że na stacji wskazówki zegara cofają się, a ojciec wyjawia smutną historię ich nowego domu. Jego młodsza siostra Irina przygarnia kota, który przeraża drugą siostrę – Alicję. Za ich domem rozciąga się tajemniczy ogród z niepokojącymi posągami. Max poznaje Rolanda, z którym niemal natychmiast się zaprzyjaźnia. To właśnie Roland pomoże Maxowi rozwiązać zagadkę tytułowego Księcia Mgły. Dużą rolę odegra w tym również starsza siostra Maxa – Alicja. Trójkę młodych ludzi na zawsze połączą wydarzenia lata 1943 roku.

Jest to pierwsza powieść Zafona, jaką napisał. Czytałam „Cień wiatru” i „Grę anioła” i przyznam, że „Książę…” jest bardzo podobny jeśli chodzi o tej tajemniczy, niepokojący klimat. Da się zauważyć, że jest to debiut, ponieważ styl autora nie jest tak dobry jak w nowszych powieściach. „Książę Mgły” jest docelowo kierowany do młodzieży i tu muszę podkreślić – starszej młodzieży. Fabuła jest przesycona grozą i w kilku momentach można się porządnie wystraszyć. Jednak dorosłemu odbiorcy książka również może łatwo przypaść do gustu.

Wiele osób twierdzi, że ewidentnym minusem książki jest jej zakończenie. Jak dla mnie jest zupełnie na odwrót. Spodziewałam się zupełnie innego obrotu spraw w zakończeniu i byłam zaskoczona tym, co się stało. Warto podkreślić, że chociaż „Książę Mgły” jest pierwszym tomem cyklu to historia w nim pokazana jest całkowicie domknięta. Oczywiście łatwo wywnioskować, co będzie osią serii, ale spokojnie można przeczytać tom pierwszy bez posiadania kolejnych tomów. Chociaż ja bardzo się cieszę, że mam kolejną część i już nie mogę się doczekać, żeby sprawdzić, co u bohaterów, których zdążyłam polubić 🙂

Dodaj komentarz

Filed under Książki

„Smutny to oręż, co nie broni się słowem” Marina Mayoral

Wydawnictwo Muza

Seria wydawnicza Salsa

Ilość stron: 131

Moja ocena: 4/6

 

 

 

 

Bardzo lubię książki z serii wydawniczej „Salsa” i tym chętniej kilka zakupiłam w niedawnej promocji, jaką odnalazłam. Z twórczością Mariny Mayoral już wcześniej się spotkałam, dlatego nie był to zakup w ciemno. Jednak ta książka zaskoczyła mnie. Początkowo byłam bardzo krytyczna, ale niespodziewanie znalazłam w tej malutkiej książeczce więcej treści niż w niektórych wielostronicowych powieściach.

Podczas wojny domowej w Hiszpanii pomiędzy obrońcami republiki a zwolennikami generała Franco poznajemy losy dwóch dziewczynek – dwunastoletniej Harmonii i sześcioletniej Rosy. Ich rodzice nie chcą, aby wychowaniem dziewczynek zajęła się rodzina, która nie dzieli ich poglądów i ideologii, dlatego oddają je do domu dziecka, a następnie wysyłają statkiem do Związku Radzieckiego. I właściwie od tej podróży rozpoczyna się historia życia Harmonii, Rosy oraz ich rodziców.

Fabuła książki jest nieco naiwna. Śledzimy losy dziewczynek, obserwujemy zmagania matki-pielęgniarki i ojca-żołnierza na froncie, ale wiele rzeczy układa się aż za dobrze, twierdzę nawet, że w prawdziwym życiu nie byłoby tak łatwo z wieloma wydarzeniami. Stąd czerpała się moja krytyka tej powieści, ale później zdałam sobie sprawę, że to w zasadzie nie jest aż tak istotne dla przesłania opowieści. Bo Marina Mayoral w sposób bardzo subtelny komentuję wojnę, pokazuje jej bezsens i konsekwencje dla jednostek, które zostają uwikłane wbrew własnej woli (dziewczynki i inne dzieci w ZSRR).

Bardzo ważne jest pokazanie rodziców Harmonii i Rosy, którzy są w stanie poświęcić naprawdę wiele w imię ideałów, w które wierzą, wreszcie – o które walczą. Jak wiele jesteśmy w stanie poświęcić w imię tego, w co wierzymy? Co wybierzemy, kiedy życie postawi nas przed niewygodnym wyborem między ideałami a rodziną? Wątek matki dziewczynek był dla mnie kluczowy, choć nie on wysuwa się na pierwszy plan rozmyślań w tej książce.

Pomimo niewielkiej objętości książka naprawdę zmusza do myślenia i z tego powodu warto ją przeczytać. Historia nie jest może porywająca i pewnie szybko o niej zapomnę, ale refleksje i przemyślenia, jakie we mnie wyzwoliła pozostaną na znacznie dłużej.

4 Komentarze

Filed under Książki

„Z pokorą i uniżeniem” Amelie Nothomb

Wydawnictwo Muza

Liczba stron: 83.

Moja ocena: 5,5 / 6

 

 

 

Sięgnęłam po tę książeczkę po przeczytaniu bardzo pozytywnej recenzji innej książki Nothomb. Zachęciły mnie wszystkie opinie, jakie zasłyszałam, a że jeden jej tytuł kurzył się na mojej półce, postanowiłam zapoznać się z prozą Amelie Nothomb i na pewno sięgnę po inne powieści tej autorki.

Autorka opisała w tej książce historię swojej rocznej kariery w pewnym dużym japońskim przedsiębiorstwie. Jej doświadczenie jest bardzo gorzkie i pewnie niejednego wpędziłoby w depresję, ona jednak przyjmuje wszystko z humorem i tak też to opisuje. Książka jest niesamowicie zabawna, sytuacje opisane są z dystansem i ogromnym humorem. Nothomb nie boi się śmiać z samej siebie, a dzięki temu możemy się pośmiać razem z nią, chociaż jak się pomyśli o tej historii to do śmiechu nie jest. Swoją opowieść autorka momentami przerywa, aby podzielić się z czytelnikiem swoimi refleksjami na temat Japończyków i ich mentalności. Fragmenty te są bardzo trafne. Kiwałam przy nich głową ze zrozumieniem, ponieważ jakiś czas temu czytałam „Tatami kontra krzesła” Rafała Tomańskiego i spostrzeżenia Nothomb były niemal identyczne.

Ta opowieść może być gorzką pigułką dla osób zafascynowanych Japonią i Japończykami, ale przecież wszyscy mamy swoje wady, a takie przenikliwe spojrzenie na tak odmienną mentalność pozwala wiele spraw związanych z Japonią zobaczyć innymi oczami. Książkę przeczytałam w jedno popołudnie, było zabawnie, ale nie zabrakło chwil na przemyślenie. Proza Nothomb ma coś w sobie, myślę, że autorka jest bardzo dobrą obserwatorką i widać to nawet w tej małej książeczce.

Naprawdę polecam „Z pokorą i uniżeniem” ze względu na tak dobre sportretowanie Japończyków. Ja wiem po tej książce jedno – nigdy nie chciałabym pracować w japońskiej firmie 🙂

1 komentarz

Filed under Książki