Tag Archives: wyd. Prószyński i S-ka

„Joyland” Stephen King

joyland

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2013

Ilość stron: 335

 

 

 

 

Stephen King to niekwestionowany król horrorów, o którym chyba każdy słyszał. Od jakiegoś czasu King pokazuje jednak swoje inne pisarskie oblicze, w którym skupia się na wątkach obyczajowych, sięga po historię Stanów Zjednoczonych, amerykańską popkulturę. Jedną z takich powieści jest właśnie najnowszy „Joyland”.

Devin Jones jest studentem, który postanawia na okres wakacji zatrudnić się w lunaparku – w tytułowym Joylandzie. Na początku podoba mu się wizja, że być może to tutaj, w Heaven’s Bay, spędzi swój pierwszy raz ze swoją dziewczyną, jednak Wendy korzystając z odległości zrywa z Devinem, który po raz pierwszy ma złamane serce. W zapomnieniu o Wendy pomoże mu praca, która nieoczekiwanie sprawi mu dużo radości i pozwoli dowiedzieć się kilku rzeczy o sobie samym. Intryguje go niewyjaśniona sprawa morderstwa sprzed lat, popełnionego w lunaparku na młodej dziewczynie, której duch podobno ukazuje się pracownikom. Na jego drodze stanie umierający chłopiec, który odmieni jego patrzenie na świat. Praca w Joylandzie oraz ludzie, których Dev pozna, na zawsze zmienią jego życie, pozwolą mu dorosnąć i przeżyć mnóstwo pierwszych razów.

Wiele się spodziewałam po „Joylandzie” i nie jestem rozczarowana. Myślę, że duży wpływ miał na to fakt, że chociaż zaczytywałam się w horrorach Kinga, to nie przeczytałam ich dużo. Stąd nie było mi się trudno przestawić na inny gatunek, który proponuje pisarz. Paradoksalnie wydaje mi się, że gdyby ta książka wyszła pod innym nazwiskiem byłaby o wiele lepiej przyjęta, bo czytałam sporo recenzji, gdzie osoby piszące były rozczarowane książką.

„Joyland” czyta się bardzo szybko. Książka jest ciekawa i ciężko wyróżnić jeden główny wątek. Klamrą dla powieści jest postać Devina i sam Joyland. King z niesamowitą precyzją odwzorował klimat lat siedemdziesiątych i nieco duszną atmosferę lunaparku z jego sekretami i chyleniem się ku upadkowi za sprawą konkurencyjnego Disneylandu, który według jednej z postaci nie ma duszy. Narratorem powieści jest sam Dev, co idealnie się sprawdziło, ten gawędziarski styl świetnie Kingowi wychodzi. Narracja trzyma w napięciu w odpowiednich momentach.

King w idealnych proporcjach wymieszał elementy powieści obyczajowej, kryminału i horroru i stworzył książkę, którą czyta się z przyjemnością, a przy tym fabuła jest na tyle dojrzała, że nie da się przeczytać „Joylandu” bez refleksji. To naprawdę piękna powieść o dojrzewaniu, miłości, umieraniu, obok której nie da się przejść obojętnie.

Polecam!

1 komentarz

Filed under Książki

„Czarnoksiężnik z Archipelagu” Ursula K. Le Guin

czarnoksieznik-z-archipelagu-b-iext3828793

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Ilość stron: 236

I tom serii Ziemiomorze

 

 

Po kiepskim „Pałacu Północy” musiałam sięgnąć po jakąś książkę, która na pewno mnie nie rozczaruje. Wybrałam 1 tom serii Ursuli Le Guin, o której słyszałam masę pozytywnych rzeczy, a nigdy nie miałam okazji niczego przeczytać. Może nie powinnam o tym głośno mówić, bo w końcu lubię fantastykę, a „Ziemiomorze” uznawane jest przez wielu krytyków i czytelników za jedną z lepszych serii fantasy. Błąd już naprawiłam i nie jestem zawiedziona.

Głównym bohaterem powieści jest Krogulec – młody chłopak z talentem magicznym. Pierwszy tom skupia się na naukach, jakie pobiera chłopak, aby stać się czarnoksiężnikiem i jego dorastaniu. Krogulec musi nauczyć się, że sztuką jest mieć moc i korzystać z niej rozsądnie, aby nie naruszyć równowagi. Jest to bardzo trudna nauka dla nastoletniego chłopaka, który słuchał historii o potężnych magach.

Fabułę tej książki da się bardzo szybko streścić, ale zdradzi się wtedy zbyt wiele, dlatego zdecydowałam się tylko na tych kilka zdań opisu. „Czarnoksiężnik z Archipelagu” nie funduje nam wiekopomnej historii na miarę „Władcy Pierścieni”, ale posiada ogromny urok, któremu z łatwością się poddałam. Krogulec jest młodym chłopakiem, który dorasta i dojrzewa na kartach powieści i najtrafniejszym opisem fabuły jest powiedzenie, że to książka o nim, o formowaniu się jego osobowości, o trudnej drodze, jaką musi pokonać, aby stać się dojrzałym i mądrym człowiekiem. Nauki i porady, które na swojej drodze dostaje Krogulec są naprawdę uniwersalne. Jest to też powieść o tym, jak pogodzić się z myślą o śmierci.

Książka ma wielki urok i świetnie się ją czyta. Akcja rozgrywa się dynamicznie, dużo się dzieje na naszych oczach. Z początku czułam, że wszystko dzieje się zbyt szybko, ale doceniłam taką narrację, bo nie pozwalała mi się nudzić ani przez moment. Polubiłam głównego bohatera, który naprawdę potrafił mnie zdenerwować swoim lekkomyślnym zachowaniem, ale to czyniło go tylko bardziej wiarygodnym w moich oczach.

Wiem, że jeszcze wrócę do Ziemiomorza 🙂 Polecam!

3 komentarzy

Filed under Książki

„Teatr cieni” Orson Scott Card

teatr cieni

 

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2003

Ilość stron: 303

 

 

Powoli kończę moje czytelnicze spotkanie z serią o Enderze i trochę mi z tego powodu smutno, bo to naprawdę dobra seria książek. „Teatr cieni” to kontynuacja losów Groszka. Akcja dzieje się niemal bezpośrednio po „Cieniu Hegemona”, a bohaterowie już nie są dzieciakami z pierwszego tomu – dorośli i muszą podejmować poważne decyzje w sprawie swojego własnego życia (nie tylko ratują wszechświat albo Ziemię).

Jak zawsze w przypadku kolejnego tomu serii daruję sobie opis fabuły, żeby nikomu nie popsuć lektury poprzednich części. Wydarzenia cały czas rozgrywane są na Ziemi i sytuacja polityczna jaką stworzył Card zaskoczyła mnie, bo podobny scenariusz jest prawdopodobny. Ale w tym tomie trochę mniej mamy wojny i polityki, a więcej samego Groszka, który musi zmagać się z tajemnicą swojego pochodzenia i wpływem pewnej kobiety. Oczywiście największy wróg Groszka nie próżnuje w tym czasie i tka sieć, w którą chce złapać chłopaka.

Plusem jest to, że bohaterowie nie są już dziećmi. Ich wiek nie jest sprecyzowany, a przynajmniej ja tego nie wychwyciłam, cały czas są bardzo młodzi, ale zmienia się ich perspektywa. Bardzo dobrze czytało mi się „Teatr cieni”, chociaż uważam, że książka jest słabsza niż 2 poprzednie z „Sagi Cienia”. Tym tomem Card stworzył sobie idealne warunki pod 4 część, bo już po przeczytaniu zakończenia do pewnego stopnia wiem, czego się spodziewać w kontynuacji.

Na pewno nie jest to najlepsza książka tej serii, ale warto dać jej szansę, bo nie nudzi tak bardzo jak „Ksenocyd”.

5 komentarzy

Filed under Książki

„Cień Hegemona” Orson Scott Card

 

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2002

Ilość stron: 338

 

 

 

Po świetnym „Cieniu Endera” nie miałam wątpliwości, że będę kontynuować lekturę tej serii. Nie wiem, co takiego jest w prozie Carda, że cały czas chce mi się czytać jego książki z niesłabnącym entuzjazmem. Pomimo że rozpoznaję już pewne chwyty w powieściach, które ten autor stosuje cały czas dobrze się bawię czytając.

„Cień Hegemona” to bezpośrednia kontynuacja „Cienia Endera”. Ponownie głównym bohaterem jest Groszek, ale tym razem akcja rozgrywa się na Ziemi. Dzięki tej powieści możemy dowiedzieć się, co działo się na Ziemi pomiędzy „Grą Endera” i „Mówcą umarłych”. Ender pojawia się tutaj tylko wymieniany w rozmowach, a Wigginem, którego możemy lepiej poznać, jest Peter (brat Endera). Groszek będzie musiał zmierzyć się ze swoim nemezis, a świat zmieni swoje oblicze dzięki umysłom dzieci ze Szkoły Bojowej, które będą najważniejsze w nadchodzącej wojnie.

Nie chcę opisywać dokładnie fabuły, bo musiałabym zdradzić ważne wydarzenia z  poprzednich tomów, a nie chciałabym komuś psuć zabawy. Dla mnie największym atutem tej książki jest fakt, że możemy obserwować, co działo się na Ziemi po wojnie z Formidami. Mniej więcej wiadomo, co się stało, ponieważ poprzednie książki pokazały, jakie znaczenie miała obecność Petera Wiggina. Jednak jest to pierwsza książka, która opisuje dorosłego Petera. Znałam tylko jego obraz, jaki zachował w sobie Ender („Dzieci umysłu”) i muszę przyznać, że prawdziwy Peter różni się od tego ze wspomnień Endera.

Jak już pisałam, nie wiem, co jest takiego w twórczości Carda, że tak dobrze czyta mi się każdą kolejną książkę z serii tak długiej, że już dawno powinna mi się znudzić. Niewątpliwym plusem jest fakt zmieniającego się głównego bohatera, pokazanie wydarzeń, o których poprzednio tylko krótko wspominano. Ciężko mi ocenić „Cień Hegemona”. Podobał mi się bardziej niż „Mówca umarłych” i „Ksenocyd”. Dla wszystkich fanów serii o Enderze „Cień Hegemona” jest obowiązkową pozycją! Card nie bał się również wpleść polityki w książkę (oczywiście politykę w świecie powieści, nie odniesienia do rzeczywistych wydarzeń). Muszę też przyznać, że dzieci jakie opisuje Card są zarówno fascynujące i przerażające i chyba to też tak przyciąga mnie do tych książek. Pomimo poważnych tematów, jakie porusza Card, bohaterowie to dzieci, które nadzwyczaj inteligentne, wciąż pozostają dziećmi.

Polecam!

2 komentarzy

Filed under Książki

„Cień Endera” Orson Scott Card

 

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Ilość stron: 469

5 tom serii „Ender”

1 tom serii „Saga Cienia”

Moja ocena: 5,5 / 6

 

Zrobiłam sobie dosyć długą przerwę od Endera i nie żałuję, ponieważ o wiele lepiej czytało mi się kolejną książkę serii o tym bohaterze. Częściowo było to spowodowane oczekiwaniem w bibliotece.

„Cień Endera” to książka dosyć szczególna dla serii o Enderze, ponieważ wraca wydarzeniami do „Gry Endera” i rozpoczyna nową serię – „Sagę Cienia”. Głównym bohaterem jest Groszek, jeśli ktoś czytał wcześniej „Grę Endera” na pewno kojarzy Gorszka. Jest on najmniejszym uczniem Szkoły Bojowej, ale również uczniem bardzo szczególnym, ponieważ niesamowicie inteligentnym. Poznamy życie Groszka zanim trafił do Szkoły, okoliczności wysłania go tam oraz jego tajemniczą przeszłość. Prześledzimy wszystkie wydarzenia z „Gry Endera” oczami innego bohatera, wiele spraw się wyjaśni, na inne zostanie rzucone nowe światło.

Byłam strasznie sceptycznie nastawiona do tej powieści. Myślałam, że przedstawianie „Gry…” oczami innego bohatera nie będzie ciekawe i widziałam w tym odcinanie kuponów od serii. Nie mogłam pomylić się bardziej… „Cień Endera” wraca stylistyką do „Gry…” – znowu mamy do czynienia z powieścią, którą spokojnie można polecić młodzieży. Groszek jest do tego postacią zupełnie inną niż Ender. Sam Ender zostanie przedstawiony zupełnie inaczej – z perspektywy Groszka. Co ciekawe chociaż znałam wydarzenia książki, ani przez chwilę się nie nudziłam, byłam zainteresowana, czym jeszcze Groszek mnie zaskoczy.

Orson Scott Card  we Wstępnie napisał, że nie ma znaczenia, czy najpierw przeczytamy „Cień…” czy „Grę…” i ma rację, bo książki się uzupełniają. Opisują to samo z różnych perspektyw, ale dodają również wiele nowego, ponieważ Ender i Groszek nie chodzili za sobą krok w krok (wręcz przeciwnie). Moim zdaniem lepiej jednak zacząć przygodę klasycznie – od „Gry Endera”, jeśli jednak komuś nie spodoba się „Mówca umarłych” (zupełnie różny od „Gry…”), może spokojnie przeskoczyć i czytać „Cień Endera”.

Polecam „Cień Endera”! To świetna książka, przy której świetnie się bawiłam. Radzę jednak najpierw sięgnąć po „Grę Endera”.

Moja recenzja „Gry Endera” ,

„Mówcy umarłych” ,

„Ksenocydu”

1 komentarz

Filed under Książki