Tag Archives: wyd. Zysk i S-ka

„Taniec ze smokami” George R.R. Martin

taniec2

Wydawnictwo Zysk i S-ka

Ilość stron: 631 + 756

 

Nadszedł ten dzień, kiedy przeczytałam ostatni wydany tom „Pieśni lodu i ognia” i nie pozostało mi nic innego, jak czekać aż historia się zakończy. Być może pamiętacie, że poprzedni tom „Uczta dla wron” nie zachwycił mnie tak bardzo, bo czegoś mi w nim brakowało. Natomiast „Taniec ze smokami” to moim zdaniem wielki powrót do poziomu, który kocham w tej serii. Tym razem nie brakowało mi emocji, nie mogę narzekać na zakończenie…

Obawiałam się, że postaci, o których Martin pisał w „Uczcie…”, doczekają się kontynuacji swoich losów dopiero w 6 tomie. Na szczęście tak się nie stało! Pierwszy tom „Tańca…” to narracja postaci, które zostały pominięte w poprzednim tomie (o powodach pisałam w recenzji „Uczty dla wron”), jednak w drugim tomie wydarzenia dobiegają punktu czasowego, w którym kończy się „Uczta dla wron” i łączą się ponownie. Nie nudziłam się ani przez moment opowieści! Przyznaję, że nie mogłam się doczekać aż poczytam o moich ulubionych postaciach i chociaż spodziewałam się trochę innych wydarzeń, nie byłam zawiedziona.

Powiem to po raz kolejny – nie mam pojęcia jak Martin to robi, ale jego książki są rewelacyjne, nie zniechęcają do sięgnięcia po kolejną część. Potrafił mnie utrzymać (jako czytelniczkę) nawet po słabszym tomie. Po skończeniu 5 tomu tej historii chcę więcej, mało tego – nie wyobrażam sobie, że jeszcze tylko jeden tom i… koniec! Cieszę się, że ta historia zmierza do końca tylko z jednego powodu – będzie to jedna z najlepszych i najciekawszych serii, jaką czytałam i nie muszę się już obawiać, że spadnie poziom. Mniej więcej po drugim tomie powiedziałam – widzę dokąd zmierza ta historia i jakie jest prawdopodobne zakończenie. Sądziłam, że jedna z postaci jest tak schematyczna, że aż boli. I wiecie co? Martin odwrócił ten schemat i sprawił, że ta postać stała się jedną z moich ulubionych. Zakończenie  niby wciąż zmierza tam, gdzie przepowiadałam, ale w zupełnie inny sposób – o wiele ciekawszy i pełen napięcia.

Nie będę się rozpisywać. „Taniec ze smokami” nie nudził mnie ani przez jedną stronę. Jest w tej książce wszystko, za co kocham „Pieść lodu i ognia”. Polecam!

2 komentarzy

Filed under Książki

„Uczta dla wron” George R.R. Martin

Wydawnictwo Zysk i S-ka

IV tom cyklu „Pieśń lodu i ognia”

Ilość stron: 511 + 525

 

 

„Uczta dla wron” to 4 tom cyklu „Pieśń lodu i ognia” rozbity na dwie części „Cienie śmierci” i „Sieć spisków”. Rozpisywałam się już na temat poprzednich tomów i jestem wielką fanką serii, ale ta część to dla mnie najsłabsza pozycja w serii. Być może myślę tak, ponieważ brakuje tutaj moich ulubionych postaci. Martin zdobył się na dość ryzykowny zabieg, ale mający dużo sensu. Mianowicie w „Uczcie…” mamy tylko bohaterów związanych z Królewską Przystanią, a dopiero w „Tańcu ze smokami” są postaci, których historie rozgrywają się za morzem albo na Murze. Autor sam wyjaśnia pod koniec „Sieci spisków”, że wolał opowiedzieć całą historię połowy postaci niż połowę historii wszystkich postaci. Ja mam wątpliwości, ponieważ zakończył historie w punkcie kulminacyjnym i aż mnie ściska, kiedy sobie pomyślę, że rozwiązanie zobaczę dopiero w tomie szóstym!

Jeśli ktoś zna fabułę „Nawałnicy mieczy” to pewnie nie zaskoczy go fakt, że jest kilka nowych postaci, które dostały swoje narracje. Największym plusem były dla mnie rozdziały Cersei, które w końcu pokazały bez żadnych wątpliwości, jaką osobą jest Królowa. I właściwie jej rozdziały stanowią oś całej powieści. Bardzo mi się podobał sposób w jaki Martin poprowadził tę historię. Jestem też trochę zawiedziona tym tomem, ponieważ po mocnym akcencie w jakim zakończyła się „Nawałnica mieczy” brakowało mi tutaj tych emocji. Poziom cały czas jest wysoki i czytało się rewelacyjnie, ale jednak czegoś mi zabrakło. Na szczęście było bardzo dużo tego, co lubię – spisków, knowań i polityki. Gra o tron staje się coraz bardziej emocjonująca, a ja nie mogę się doczekać, żeby zacząć czytać „Taniec ze smokami”!

Cały czas namawiam do lektury serii „Pieśń lodu i ognia”. To jedna z najlepszych serii książkowych, jakie zdarzyło mi się czytać!

Dodaj komentarz

Filed under Książki

„Zakrzepły dzień” Josephine Hart

 

Wydawnictwo Zysk i S-ka

Ilość stron: 146

Moja ocena: 4,5 / 6

 

 

 

Kupiłam tę niepozorną książeczkę za parę złotych w antykwariacie, opis brzmiał bardzo zachęcająco, ale nie miałam pojęcia, czy książka jest dobra. Muszę przyznać, że uwielbiam takie strzały w ciemno. Chodzę i nie mogę przestać myśleć o historii Bethesdy Barnet.

Bethesda jest nauczycielką sztuki, która zbliża się do trzydziestki. Żyje na przełomie stulecie w maleńkiej wiosce, gdzie o wszystkim decyduje lord Grantleigh. Na szczęście lord jest miłośnikiem sztuki i co czwartek spotyka się z Bethesdą, żeby rozmawiać o malarstwie, ponieważ bohaterka jest również malarką – sama siebie uważa za artystkę. Życie panny Barnet jest ustabilizowane. Mieszka z chorą matką, którą troskliwie się opiekuje. Uczy w szkole i maluje w wolnych chwilach. O jej rękę stara się miejscowy o imieniu Samuel. Do czasu aż do miasteczka przyjeżdża nowy nauczyciel angielskiego. Jego twarz odciska piętno na Bethesdę i zmienia całe życie.

Od razu podkreślę, że ta książka nie jest romansem. Miłość gra bardzo ważną rolę, ale jest raczej siłą destrukcyjną. Powieść mnie zelektryzowała. Musiałam wracać wielokrotnie do kilku momentów, ponieważ im dalej dochodzimy tym bardziej poprzednie wydarzenia rysują się w innych barwach. Opisy są bardzo niejednoznaczne, co w pierwszej chwili utrudnia odbiór, ale później daje nam wielość interpretacji.

Zakończenie książki jest dziwne. Pasuje idealnie do powieści, ale przyniosło jeszcze więcej pytań, a prawie żadnych odpowiedzi na moje pytania. Właśnie dlatego myślę, że przeczytam „Zakrzepły dzień” ponownie. Książka jest bardzo niepokojąca. Stawia wiele znaków zapytania, daje mało odpowiedzi, ale to jej bardzo mocna strona, bo myślę, że każdy może zbudować zupełnie inną historię z tych samych opisów.

Jeśli sami chcecie się dowiedzieć, co spotkało Bethesdę Barnet to polecam „Zakrzepły dzień”. To proza z najwyższej półki! Ja na pewno będę wypatrywać w antykwariatach innych książek Josephine Hart!

3 komentarzy

Filed under Książki

„Nawałnica mieczy” G.R.R. Martin

Wydawnictwo Zysk i S-ka

III tom cyklu „Pieśń lodu i ognia”

Ilość stron: 607 + 568

Moja ocena : 5 / 6

Długo zabierałam się za recenzję tej książki, bo co właściwie można powiedzieć o 3 tomie sagi? Jeśli komuś spodobały się pierwsze 2 tomy to na pewno sięgnie po kolejny, a jeśli nie to ja i tak nikogo nie przekonam. Jednak zdecydowałam się napisać coś o „Nawałnicy mieczy”, bo z tego co czytałam o „Starciu królów” wiele osób było rozczarowanych, że fabuła staje się przewidywalna. W „Nawałnicy…” zaczęłam myśleć podobnie i po przeczytaniu pierwszej części „Stal i śnieg” (gdyby ktoś nie wiedział w Polsce tom 3 został rozbity na 2 części) bardzo długo nie czytałam części drugiej – „Krew i złoto”, a to ogromny błąd, bo właśnie w drugiej części Martin pokazał (mówiąc kolokwialnie), że ma jaja! Nie napiszę dokładnie, o co chodzi bo tylko zepsułabym czytanie, ale to co dzieje się w tym tomie pokazało jak przewrotna jest fabuła tej sagi i jak bardzo można uśpić czujność czytelnika, żeby za chwilę wgnieść go w fotel (czy na czym tam czytacie).

Chciałam mocno skrytykować wydawnictwo za podzielenie „Nawałnicy mieczy” na 2 części, bo to wielka krzywda dla tej książki, gdyby nie to na pewno nie robiłabym sobie długiej przerwy w środku, ale poczytałam dokładniej na ten temat i to nie polski wydawca wpadł na ten daremny pomysł. W zasadzie wiele krajów, w których książka została wydana, podzielił ją na aż 3(!) części, co dla mnie jest totalnym nieporozumieniem. Rozumiem argument, że powieść jest długa razem ma prawie 1200 stron, ale czy ktoś widział „Lód” Dukaja (przepięknie wydane 1050 stron)? Rozumiem również względy finansowe – więcej się zarobi na dwóch częściach niż jednym wielkim tomie, ale gdybym nie kupiła dwóch części „Nawałnicy…” razem to długo bym się zastanawiała po „Stali i śniegu”, czy kupić część drugą.

Jestem zachwycona „Pieśnią lodu i ognia”! Nie mogę się doczekać, żeby zacząć czytać „Ucztę dla wron” (znów podzieloną na 2 części) i mocno przekonuje, jeśli jeszcze nie zaczęliście czytać „Gry o tron”, a lubicie fantastykę to ta seria to obowiązkowa pozycja. Uwielbiam świat wykreowany przez Martina, mocną stroną są bohaterowie, którzy są wiarygodni, dorastają na kartach powieści, zmieniają się. Naprawdę polecam!

„Gra o tron” – I tom

„Starcie królów” – II tom

Dodaj komentarz

Filed under Książki

„Starcie królów” George R. R. Martin

Wydawnictwo Zysk i S-ka

II tom cyklu „Pieśń lodu i ognia”

Ilość stron: 920

Moja ocena: 5,5 / 6

Po tym jak bardzo spodobała mi się „Gra o tron” było kwestią czasu aż sięgnę po kolejny tom cyklu. „Stracie królów” nie rozczarowało mnie, a wręcz przeciwnie bawiłam się dużo lepiej niż przy pierwszym tomie. W dużej mierze było to spowodowane tym, że już znałam bohaterów i świat i nie musiałam się długo zastanawiać, kim jest dana postać, jak to miało miejsce podczas czytania tomu pierwszego.

Postanowiłam nie opisywać treści „Starcia królów”. Zrobiono to już w wielu miejscach, a nie chciałabym zepsuć komuś czytania zdradzając jakiś fakt jeszcze z „Gry o tron”. Powiem tylko że wydarzenia opisywane w „Starciu królów” dzieją się od razu po zakończeniu „Gry…”. Nie ma żadnej przerwy w czasie, wątek podejmowany jest natychmiast. Narracja opisywana jest z perspektywy tych samych postaci, co w pierwszej części, ale brak narracji Robba Starka, co akurat mnie zaskoczyło, bo w zasadzie o poczynaniach Robba dowiadujemy się tutaj z wiadomości i plotek. Mamy za to postać Theona Greyjoya, który dostaje swój rozdział i jest prawie tak samo irytujący jak Joffrey i Davosa Seawortha, który jest zupełnie nową postacią w cyklu.

W drugim tomie dzieje się dużo, wydaje mi się, że nawet więcej niż w „Grze…”. Na pewno nie znajdziemy tutaj dużo epickich opisów bitew, bo w zasadzie tylko jedna została opisana z dokładnością, ale za to jest mnóstwo intryg, czyli tego co w tym cyklu najbardziej lubię 🙂 Fabuła nie jest przewidywalna, byłam zaskoczona w wielu momentach, nie licząc może wątku Daenerys, który myślę, że wiem dokąd zmierza i mam nadzieję, że się mylę, bo byłoby to bardzo schematyczne. Warto też napisać, że mamy w tym tomie o wiele więcej magii i nadprzyrodzonych wydarzeń, ale trzymają się kupy i nadają tylko pikanterii całej historii. W zasadzie są tylko ukłonem w stronę czytelników.

Martin pisze tak jakbyśmy oglądali film. Nie ma w jego narracji rozległych opisów, które nużą czytelnika. Brak patosu tak charakterystycznego dla pisarzy tego gatunku. Akcja jest bardzo dynamiczna, przestojów jest niewiele (a przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie). Bardzo mi się podobało, że niektóre intrygi prowadzone przez postaci nie są opisywane wprost od samego początku, ale dostajemy wskazówki do rozwiązania zagadki i albo się domyślimy na czym koncept polega, albo za kilkadziesiąt stron wszystko się wyjaśni.

Nie będę pisać więcej 🙂 Z wielu powodów „Starcie królów” podobało mi się bardziej niż „Gra o tron”, a na pewno trzyma bardzo wysoki poziom, jaki narzucił tom pierwszy, a to się nieczęsto zdarza w cyklach. Na półce czeka na mnie kolejny tom i chyba sięgnę po niego natychmiast 🙂 Jestem ciekawa, czy seria utrzyma wysoki poziom do końca, czy znajdzie się jakiś przestój. „Pieśń lodu i ognia” polecam wszystkim miłośnikom fantastyki i tym, którzy podchodzą sceptycznie, bo to świetne powieści i ma w nich wielu fantastycznych motywów.

Moja recenzja tomu pierwszego – „Gra o tron”

2 komentarzy

Filed under Książki